środa, 29 maja

Problematyczny przysmak ptaków

Jemiołuszki, tym razem na jarzębinie, ale lubią także kulki jemioły. fot. Krzysztof Chomicz

Jemioła, czasami z racji specyfiki swojej biologii nazywana królewskim pasożytem, rozprzestrzenia się coraz szybciej. Zajmuje nowe gatunki drzew, staje się liczna w krajobrazie rolniczym i leśnym, wywołujący tym zmartwienie leśników i ogrodników.

Jednak, musimy to przyznać, to naprawdę piękna roślina, a jej masowe występowanie to kwestia ostatnich dekad. Kiedyś wywoływała obiekt pożądania, aby ją zdobyć należało wdrapać się na wysokie drzewo i najlepiej, jak sugerują celtyckie legendy, ściąć jemiołę złotym sierpem. Jako rzadkość stanowiła obiekt westchnień, z czasem zaś trafiła pod sufity domostw, stając się jednym z symboli Bożego Narodzenia.

Jemioła ważna jest nie tylko dla ludzi, ale i dla zwierząt, przede wszystkim dla ptaków. O jej znaczenie w życiu skrzydlatych przyjaciół pytamy profesora Piotra Tryjanowskiego, ornitologa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Do nazwy jemioły bezpośrednio nawiązuje nazwa jednego z naszych zimowych gości, pięknie ubarwionego gatunku – jemiołuszka – wyjaśnia profesor Tryjanowski.  – I zależność ta ma solidne podstawy, bo choć jemiołuszka na terenach lęgowych w Fennoskandii i na dalekiej Syberii jada komary i meszki, to przylatując do nas na zimę radykalnie zmienia dietę na wegeteriańską i najłatwiej stadka tych ptaków można spotkać na jarzębinie i właśnie na jemiołach – dodaje.

Wzajemne zależności jemiołuszki i jemioły ładnie opisuje wierszyk Wandy Chotomskiej:

Jemiołuszko,
jemiołuszko,
coś ci powiem
dziś na uszko —
na topoli
jest jemioła,
poleć po nią
aż na czubek.
Jak przyniesiesz
mi jemiołę,
to cię pocałuję
w dzióbek.

Srokosz, jeden z najwcześniej rozpoczynających wiosna legi ptaków – uwielbia kule jemioły jako miejsce założenia gniazda. fot. Krzysztof Chomicz

Prawdę mówiąc o obserwacje jemiołuszek wcale nie jest łatwo, choć w tym roku już pierwsze widziałem w Poznaniu – doprecyzowuje naukowiec z Uniwersytetu Przyrodniczego. – Na pewno jednak obserwując kule jemioły dostrzeżemy inne fantastyczne gatunki. Jednym z nich jest paszkot, którego naukowa nazwa łacińska Turdus viscivorus znaczy po prostu drozd jemiołojad. Paszkoty są coraz liczniejsze, wiele z nich zostaje z nami na zimę, a swoich terytoriów bronią wokół drzew z jemiołami, bowiem to ich podstawowe pożywienie w tym ciężkim okresie. Zresztą współczesne nazwy tego drozda w innych językach, na przykład niemieckim czy angielskim, wyraźnie zdradzają jego preferencje pokarmowe.

Jemiołuszki, tym razem na jarzębinie, ale lubią także kulki jemioły. Fot. Krzysztof Chomicz

Łacińska nazwa jemioły Viscum oznacza tyle co lep, a w starożytnym Rzymie właściwości jemioły traktowano jak najbardziej dosłownie. Z jej kleistych owoców przyrządzano specjalny klej i smarowano nimi gałązki, by w ten sposób chwytać małe ptaki. Zresztą zwyczaj ten stosowali kłusownicy i wiele wieków później. Jednak dzisiaj nas interesuje bardziej atrakcyjność samej jemioły, a nie przygotowanego z niej kleju.

W sensie przenośnym jemioła nadal jest takim lepem na ptaki. Hiszpańskie badania pokazały, że jej owoce są zjadane nie tylko przez wymienianego wcześniej paszkota, ale i inne gatunki drozdów: kosa, drozda śpiewaka, droździka, drozda obrożnego, ale także przez rudziki, sikory, sójkę, a nawet raniuszka – wylicza profesor Tryjanowski. – Nie zaskakuje więc, że dzięki atrakcyjności pokarmowej, jemioła szeroko się rozprzestrzenia. Nasiona kiełkują bowiem po przejściu przez przewód pokarmowy, a wspomniana wcześniej kleista substancja pozwala im na szybkie przytwierdzanie się do drzew, gdy wraz z odchodami opuszczą ptasie ciało.

Jednak jemioła to nie tylko ptasi pokarm, ale i miejsce schronienia. Przecież to roślina pozostająca zielona nawet w czasie zimy i wczesnej wiosny, kiedy to drzewa liściaste pozbawione są liści. Wtedy jemioły są najbardziej widoczne, choćby na topolach, jednak ich wnętrza stanowią dogodne schronienie i maskują wszystko co w środku – dopowiada profesor Tryjanowski.

Ma to kapitalne znaczenie dla ptaków wcześnie rozpoczynających lęgi, w tym dla mojego ulubionego srokosza. Gniazdo umieszczone w kuli jemioły jest naprawdę trudne do znalezienia, tak dla nas ornitologów, jak i dla drapieżników. Zresztą z takiej osłony korzystają same ptaki drapieżne, a bardzo ładnie to udokumentowano dla trzmielojadów gniazdujących w Białowieży. Jemioła więc niejedno ma imię.

To zdecydowanie się zgadza, bowiem roślina ta ma znaczenie nie tylko dla ptaków, ale także dla owadów, w tym ważnych dla nas pszczół. Co prawda jej znaczenie z punktu widzenia dostarczania nektaru i pyłku jest marginalne, za to posiada spore znaczenie kulturowe – wyjaśnia dr hab. Karol Giejdasz z Pracowni Pszczelnictwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Zimą wszak pszczoły śpią, a więc nie mają szansy na zobaczenie jemioły. No chyba, że w ulu za sprawą pewnych pszczelarskich obrzędów. Według dawnych doniesień etnograficznych, w różnych regionach Polski, właśnie w okresie Bożego Narodzenia, wkładano do uli listki jemioły obtoczone woskiem, albo je spalano i odymiano ule. Wszystko po to by pozbyć się chorób i zapewnić sobie dostatek miodu. Stare książki wręcz sugerują, iż z pewnością wierzono, że odpędza to złe duchy i demony podobnie jak wieszana przez nas jemioła w domu.

Brak jednak porządnych badań naukowych, które potwierdzałyby znaczenie jemioły dla prozdrowotnej funkcji dla ptaków czy pszczół – dodają poznańscy naukowcy – jednak biorąc pod uwagę znaczenie jemioły w ziołolecznictwie i kosmetyce, możemy przypuszczać, że podobne mechanizmy związane choćby z regulacja przemiany materii i pobudzaniu układu odpornościowego, mają także znaczenie w świecie zwierząt.

Kto nie ma jemioły, cały rok goły – tak głosiło dawne porzekadło. I może jest to prawdą także w świecie zwierząt?

anka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *