Pierwszy Poznański Marsz Niepodległości – tym razem było spokojnie

fot. Darek Preiss

Wczorajszy marsz budził wiele emocji zanim się jeszcze rozpoczął. Wbrew obawom, przebiegł spokojnie, nie licząc nielicznych zgrzytów. Duża w tym zasługa samych organizatorów i straży marszu oraz lwiej części uczestników, którym nie w smak była zadyma.

fot. Darek Preiss

Marsz przeszedł ulicami Poznania, z Wildy pod pomnik Czerwca 1956 po raz pierwszy. Siłą rzeczy, inicjatywę Konfederacji porównywano z podobnymi wydarzeniami w innych miastach, a szczególnie w Warszawie.

Prezydent nie zakazał

A tam działo się różnie: burdy, wyzwiska i przepychanki, z regularnymi bitwami z policją włącznie były na porządku dziennym, doszło nawet do podpalenia racą prywatnego mieszkania. Toteż poznański oddział Lewicy Razem i Kolektyw Pyra apelowały do prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, by marszu zakazał, powołując się na incydenty z przeszłości. W Poznaniu wiadomo było od początku, że w organizację wydarzenia włączyło się środowisko fanatycznych kibiców Lecha Poznań. „Domagamy się zakazania “Marszu Niepodległości” – dość mamy rokrocznie w Polsce nienawistnych haseł, dewastacji mienia publicznego i prywatnego oraz ignorowania jawnego naruszania prawa przez funkcjonariuszy” napisał w publicznej petycji Kolektyw Pyra.

fot. Darek Preiss

Tymczasem prezydent do końca utrzymywał, że nie ma takich prawnych możliwości zakazu manifestacji, a to, że gdzie indziej wcześniej dochodziło do burd to żaden argument. Organizatorzy zapewniali solennie, że chodzi im o manifestacją łączącą, pod flagą biało – czerwoną i wokół patriotycznych haseł, różne środowiska, którym tylko bliska jest Polska i jej niepodległość. Wczoraj nadeszła chwila próby.

Tylko na biało czerwono?

Marsz rozpoczął się spokojnie. Organizatorzy apelowali, by przejść pod biało – czerwonymi flagami, bez barw i  symboli partyjnych czy innych,  nie wiążących się wprost z narodową symboliką. Apelowali też, by nie iść pod wpływem alkoholu, nie zachowywać się agresywnie. Tego chyba mało kto się spodziewał.

Ludzi zebrało się sporo, a w tłumie nietrudno o incydent o nieobliczanych następstwach.

fot. Darek Preiss

Zgodnie z zapowiedziami organizatorów, nad głowami powiewały flagi narodowe, były też rozety powstańcze i orły z Powstania Wielkopolskiego. Pojawiła się też flaga w narodowej kolorystyce, za to z godłami części składowych Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wyłamali się kibice Lecha – maszerowali pod flagą, która pożeniła barwy narodowe z symboliką klubową. Pojawiły się też symbole religijne – od lat jest widome, że współcześnie raczej dzielą one Polaków, niż łączą.

Rac nie zabrakło

Pochód w pierwszym etapie ruszył ulicą Wierzbięcice pod pomnik Powstańców Wielkopolskich. Tam złożono wiązanki kwiatów.

fot. Darek Preiss

Przed pomnikiem doszło do pierwszych zakłóceń porządku. Okazało się bowiem, że kibice Lecha postanowili „uświetnić” chwilę odpaleniem rac. Nie od dzisiaj wiadomo, że ten sposób „świętowania” raczej dzieli, niż łączy – race zasadnie mogą się kojarzyć, zwłaszcza starszym osobom, nie tylko z agresywnymi wystąpieniami kibiców ale z oprawą hitlerowskich masówek – technologia inna, bo tamci mieli pochodnie, ale efekt taki sam.

Dalej trasa powiodła ulicami Matyi i Roosevelta w stronę Ronda Kaponiera.

Śpiewano hymn narodowy i Rotę, ale pojawiły się też hasła mało wspólnotowe: „Śmierć wrogom ojczyzny” czy „Nie ma tolerancji dla wrogów ojczyzny”.

fot. Darek Preiss

Po pierwsze, polska konstytucja kary śmierci nie przewiduje, po drugie, nie wiadomo, kto by miał orzekać, kto wrogiem ojczyzny jest. Sądząc z tego, kto ochoczo podchwytywał te hasła, sędziami mieliby być kibice, zwykle bardzo młodzi ludzie – jedyni uczestnicy okazujący zachowania agresywne. Na szczęście byli w mniejszości.

Bo przytłaczająca większość uczestników marszu, by nie rzec, że niemal wszyscy, manifestowała pod flaga biało – czerwoną w myśl, że barwy narodowe i sam marsz mają łączyć a nie dzielić.Tak, jak zaproponowali organizatorzy.

fot. Darek Preiss

Nieliczni postanowili wyeksponować swoje, mało pokojowe poglądy, odpowiednio się ubierając.

Straż marszu interweniuje

Na Roosevelta ktoś z tłumu odpalił petardy. Też niepotrzebny zgrzyt, bo w czasie, gdy na wschodnią granią toczy się wojna odgłosy wybuchów nie mogą kojarzyć się dobrze. straż marszu natychmiast rozpoczęła poszukiwania odpowiedzialnego za ten incydent, niestety, nie wiadomo, z jakim skutkiem. Wybuchy jednak ustały.

fot. Darek Preiss

Dalszy szlak wiódł ulicą Święty Marcin do Placu Mickiewicza, pod pomnik Poznańskiego Czerwca 1956.

Tęcza w oczy kole

Obok, pod pomnikiem Mickiewicza doszło do kolejnego incydentu: grupa aktywistów ustawiła się na cokole z tęczową flagą. Pojawiły się też barwy środowiska non-binary i transgender oraz transparent antyfaszystów. Spontaniczna kontrmanifestacja, mająca się nijak do rocznicy odzyskania niepodległości wzbudziła wściekłość kibiców, do rękoczynów było niedaleko. Tu po raz kolejny na wysokości zadania stanęła straż marszu, nie dopuszczając do konfrontacji. Przeciwnicy środowiska LGBT+ podjęli tylko próbę zasłonienia swoimi transparentami kolorów tęczy.

fot. Darek Preiss

Chwilę potem pikietę oddzieliła od uczestników marszu policja. Zostali spisani, a czy będzie to miało dalsze konsekwencje  – dowiemy się niebawem. W zaistniałej sytuacji funkcjonariusze raczej chronili aktywistów przed rozwścieczonymi kibicami, ku rozczarowaniu stadionowych chuliganów mundurowi nie użyli siły. Szkoda tylko, że funkcjonariusze nie wykazali się inicjatywą, by spisać odpalających race. Tym bardziej, że także pod pomnikiem Poznańskiego Czerwca 1956 kibice zastosowali taką „oprawę”.

Trzeba podkreślić, że poza tymi incydentami policja ochraniająca przemarsz nie miała praktycznie roboty.

fot. Darek Preiss

Przemarsz zamknęły krótkie przemówienia, w których zwracano uwagę przede wszystkim na to, że Polska jest ekonomicznie zdominowana i wykorzystywana przez inne kraje szeroko rozumianego Zachodu. Na zakończenie uczestnicy złożyli kwiaty pod pomnikiem.

fot. Darek Preiss

Ostatnim, potencjalnie krytycznym, momentem było rozwiązanie marszu – od tego momentu organizator nie odpowiada już za zachowanie niedawnych uczestników. Kibice jednak ograniczyli się do skandowania znanego i raczej nie łączącego hasła „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”. Uczestnicy rozeszli się spokojnie, większość, zachęcana na odchodne przez organizatorów, wmieszała się w tłum na Świętym Marcinie, by wziąć udział w imieninach ulicy.

Czy tak będzie zawsze?

Podsumowując, pierwszy Poznański Marsz Niepodległości przebiegł bardzo spokojnie, zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę, jak kończyły się podobne imprezy w innych miastach. Wielka w tym zasługa organizatorów i straży marszu. Pozostaje jednak pytanie, czy mamy do czynienia z narodzinami nowych, poznańskich standardów manifestowania narodowców, czy też tegoroczny spokój był na pokaz – wiadomo było, że przemarsz będzie bacznie obserwowany, nie tylko przez dziennikarzy.

fot. Darek Preiss

Można być praktycznie pewnym, że podobne manifestacje będą się obywały w kolejnych latach. Jak będą przebiegać – przekonamy się w swoim czasie.

Darek Preiss

Zobacz galerię zdjęć:

fot. Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *