środa, 24 kwietnia

Trener i spółka kanibalizują budżet obywatelski

Sportowy puchar jest tutaj wyjątkowo trafioną ilustracją. grafika: UMP

20 listopada ogłoszono wyniki głosowania na projekty Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego na rok 2024. Nie było niespodzianki – po raz kolejny z rzędu w skali miasta wygrał „Trener osiedlowy, trener senioralny”. Czy więc jest sens głosować na cokolwiek innego? Czy jest sens głosować w ogóle?

Również to projekty sportowe były bezkonkurencyjne na osiedlach, często klony tych samych, różniące się tylko nazwą osiedla. Na szczęście nie wszędzie tak było.

Większość zwyciężających od lat projektów sportowych powiązana jest z Fundacją AWF czy w ogóle z tą uczelnią, względnie środowiskiem sportu zawodowego, choć w opisie projektów próżno szukać o tym wzmianki.

Te same nazwiska powtarzające się w różnych miejscach mówią jednak wiele. To stare wygi, zwarte środowisko wyspecjalizowane w wygrywaniu PBO, prawdziwa maszynka do zarabianie pieniędzy – wszak organizatorzy nie pracują za darmo. Z pewnością nie są to inicjatywy oddolne mieszkańców.  Na naszych oczach idea budżetu obywatelskiego wypacza się.

Społecznicy bez szans

W starciu z profesjonalistami, mającymi nieporównywalnie większą siłą przebicia – możliwościami dotarcia do głosujących mieszkańców, oddolne projekty zgłaszane przez społeczników nie mają szans, przynajmniej w dziedzinach opanowanych przez sportowców.

Jak widać, nie tylko wybory parlamentarne mogą być nierówne, mimo zachowania formalnych procedur.

Jak sprawy wyglądają, można łatwo sprawdzić na liście wszystkich projektów, wraz z ich szczegółowym opisem i punktacją, liczbą głosów i kwotami, na które opiewają. Ile ciekawych inicjatyw przepadło! Na lekturę skróconej listy, samych zwycięskich projektów, zwyczajnie szkoda czasu.

Nie mieszać z innymi

Nawet ubiegłoroczny skandal, gdy okazało się, że projekty sportowe promowano na festynach organizowanych za pieniądze z poprzednich edycji PBO (prawdziwe perpetuum mobile) im nie zaszkodził. Pomimo zakazania takich praktyk przez miasto, znowu w lwiej części wygrali ci sami.

Nie chodzi o to, by projektów sportowych w mieście nie realizować, zwłaszcza, że jak ocenia Patryk Pawełczak, dyrektor gabinetu prezydenta Jacka Jaśkowiaka, są potrzebne i popularne.

Od lat jednak mówi się, że takie zajęcia powinny stanowić odrębną pozycję w regularnym budżecie Wydziału Sportu Urzędu Miasta (poza PBO), a nie kanibalizować inicjatyw oddolnych. Przecież „Trener” pożera cały budżet na duży projekt ogólnomiejski!

Taką uchwałę musieliby jednak podjąć miejscy radni, a radni Platformy, mający w Poznaniu samodzielną większość, jakoś się nie kwapią. Pewnie – po co, skoro może rzecz upchnąć w PBO, a kasę przeznaczyć na inne cele.

Druga rzecz, że gdyby nawet wyłączyć z głosowania wszystkie dotychczas taśmowo wygrywające projekty sportowe, z pewnością, jak hydra, odrodzą się pod innymi nazwami. Walka z tym zjawiskiem to walka z wiatrakami, nieprzypadkowo w komentarzach mieszkańców pojawia się słowa „mafia”.

Honor PBO ratuje nieco, nowo wprowadzona w tym roku kategoria: projekty małe, tam społecznikom było najłatwiej się przebić ze swoimi pomysłami, ale i kwoty odpowiednio mniejsze. W tym roku sportowcy odpuścili to łowisko. Szkoda fatygi na tak małą kasę?

Ile w tym oszustwa?

Rozwiązaniem mogłoby być wyodrębnienie w PBO kategorii „sport” jako odrębnej, ze z góry określonym budżetem. Dyrektor Pawełczak wyjaśnia jednak, że to niezgodne z prawem i wojewoda by to natychmiast zakwestionował, jak zakwestionował konieczność podawania numeru pesel podczas głosowania. Wyjścia więc nie widać.

Dyrektor Pawełczak twierdzi też, że za projektami sportowymi stoi to, że ich efekty są od razu widoczne. Jest jednak też druga strona medalu – to efekty projektów infrastrukturalnych, jak choćby drogi rowerowe, zostaną z mieszkańcami na lata.

Swoją drogą, ostatnio poza sportem niezłe wyniki osiągają projektu kulturalne. Ciekawe, czy tu też zadziała mechanizm „profesjonalizacji” projektów. Nie zdziwiłbym się.

W wyniku weryfikacji odrzucono około sześciu tysięcy głosów, a więc jedną dziesiątą całej puli: mniej więcej połowę uznano za błędne, drugą – za próbę fałszowania wyników.

Po co głosować? Szkoda fatygi

Liczba głosujących na PBO systematycznie się zmniejsza: dwa lata temu było do 80 tysięcy, rok temu 70 a w tym roku zaledwie 60 tysięcy mieszkańców. Warto zapytać, co stoi za tą tendencją? Jednym z możliwych wyjaśnień jest takie: obywatele tracą chęć głosowania, gdy widzą, że niewiele od nich zależy, a rokrocznie wygrywają te same projekty. I jak tu nie mówić o wypaczeniach idei budżetu obywatelskiego?

Darek Preiss

Pełną listę projektów PBO 2024 można znaleźć na stronie Urzędu Miasta:

https://pbo24.um.poznan.pl/i/pbo24/voting#projekt_06

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *