Bal na Titanicu
Przypomina mi się (znane z albumów i książek, rzecz jasna) lato 1939: Pogodne, pełne plaże i kurorty, każdy zajęty swoimi sprawami. Rozmowy o wojnie ewentualnie gdzieś w tle, mimochodem. Ona tymczasem jest bliżej, niż chcemy wiedzieć.
W tym czasie politycy zapracowani po łokcie – jest trochę po Monachium, świeżo po zajęciu przez Hitlera reszty Czechosłowacji, ale wciąż pełen optymizm. My – nie oddamy ani guzika.
Podobnie dzisiaj, politycy, jak Chamberlain i Daladier w Monachium, negocjują nienegocjowalne, próbują ratować pokój w sposób, w jaki uratować go nie można.
Niby wojna za progiem, ale przecież nas ominie – myślimy, podobnie było w czasach aneksji Austrii i rozbioru Czechosłowacji. Skoro na razie wojny nie ma, to pewnie nie będzie.
Orkiestra na Titanicu gra w najleps...
