
Henryka Zygalskiego, genialnego kryptologa możemy dzisiaj poznać także od strony, z której mało go znamy, a to za sprawą wydanej właśnie książki „Zygalski. Oblicza geniusza”. Wydawnictwo obecne jest od kilku dni w księgarniach.
Najbardziej znana część biografii Zygmunta Zygalskiego to oczywiście jego praca w zespole kryptologów, który jako pierwszy złamał niemiecki szyfr maszynowy, generowany przez maszynę szyfrująca Enigma.
Wielu obiło się też o uszy hasło „płachty Zygalskiego”, czyli jego największe osiągnięcie w ramach zespołu polskich kryptologów, którego trzon stanowili Marian Rejewski, Jerzy Różycki i właśnie Zygmunt Zygalski.
Inne strony biografii Zygalskiego są niemal nieznane, choć nie mniej ciekawe. Do tego stopnia, że warto było pokusić się o opisanie ich w książce. Próbę tę podjął zespół autorów, w tym związanych z poznańskim Centrum Szyfrów Enigma. Przypomnijmy, że płachty Zygalskiego, jedynego w zespole Poznaniaka, były nowatorską na początku wojny metodą umożliwiającą odtwarzanie zmian, które Niemcy wprowadzali w ustawieniach maszyny szyfrującej – bez zapełnienia tej luki nie byłoby sukcesów brytyjskiego zespołu Bletchley Park. Niektórzy uważają nawet, że bez tych osiągnięć nie byłoby pierwszego komputera.
Tym bardziej porusza, jak zwycięzcy potraktowali jego i innych pracowników zespołu po wojnie. To ciemna plama na honorze Wielkiej Brytanii. Zygalski sobie jednak z tym poradził. Dobrze zaadaptował się w nowym środowisku, po początkowych trudnościach osiągnął wysoką pozycję społeczną.
Niemała część książki traktuje właśnie o drugiej, mało znanej połowie życia Zygalskiego na emigracji w Anglii, na którą zdecydował się po wojnie. Także o jego wielkiej miłości z Berthą, dlaczego nie zostali małżeństwem? – zapraszam do lektury.
Z kart książki wyłania się człowiek z krwi i kości, więcej niż genialny matematyk z piedestału, na którym Zygalski, dodajmy, nie chciał się oglądać. Człowiek o wielowątkowej biografii, interesujący i miejscami zaskakujący. Korzystający z życia, podróżujący, lubiący humor, dobrą zabawę, zwłaszcza gry karciane, które sprzyjały, jak uważał, treningowi umysłu.
Podobnie było zresztą w czasach, gdy zespół musiał uciekać przed niemieckim pościgiem przez pół świata i odrobina wytchnienia była na wagę złota. Zygalskiemu zdarzało się nawet… wejść na palmę. W jakich okolicznościach – zapraszam do lektury.
O wielu faktach z życia Zygalskiego dowiadujemy się między innymi z jego listów, zdjęć, materiałów prasowych i radiowych. Z książki dowiemy się też, jaka była droga genialnego matematyka od niemieckiej z początku szkoły podstawowej (stąd perfekcyjna znajomość języka, bez której złamanie szyfru Enigmy byłoby niemożliwe), poprzez studia, okres poznański i warszawski, do grona największych geniuszy kryptologii – o tym też warto przeczytać.
O kryptologu, który ironicznie napisał o sobie, że jest „trochę podobny do Einsteina”, dowiadujemy się w dużej mierze z relacji bliskich i otoczenia matematyka. Nie brakuje autorskich odniesień zespołu redakcyjnego książki do biografii genialnego matematyka, ale też po prostu człowieka.
Publikację kończą odniesienia do współczesnej, medialnej obecności Zygmunta Zygalskiego, przede wszystkim w sieci. Jego postać jest szeroko eksponowana w mediach społecznościowych Centrum Szyfrów „Enigma”, czego kulisy możemy poznać z książki.
Dostępna od kilku dni w księgarniach, publikacja wydana nakładem Poznańskiego Centrum Dziedzictwa, jest dziełem zespołu autorów: Piotra Bojarskiego, Mikołaja Frankowskiego, Daniela Gutowskiego, Maksyma Kempińskiego, Huberta Okonowicza, Patryka Piłasiewicza, Kamili Pluty, Zuzanny Sakowskiej, Joanny Szafrańskiej – Senenko i Marty Tomiak.
Całości dopełnia starannie dopracowana szata graficzna. Uważam, że ktoś zainteresowany postaciami z czasu najbardziej burzliwych wydarzeń dwudziestego wieku, a zwłaszcza tajną historią II Wojny Światowej, powinien mieć tę książkę na swojej półce.
Darek Preiss
