sobota, 18 kwietnia

Wojna nie zaczęła się wczoraj

Chat GPT

Tym, którzy czują się zaskoczeni najazdem Putina na Ukrainę czy wreszcie kolejnymi lokalnymi wojenkami Trumpa pragnę przypomnieć, że czas wojen po zakończeniu tej zimnej biegnie od rozpadu Jugosławii.

Pisałem o tym dawno temu w tekście „Igraszki z diabłem”. Wtedy chodziło mi o najazd Serbii na sąsiednie republiki.

Wówczas to po raz pierwszy społeczność międzynarodowa – z oporami – uznała zmianę granic w Europie siłą. Była to wprawdzie wojna domowa zakończona dzięki opornej interwencji z zewnątrz, ale nie to było najważniejsze: wiosna ludów i koniec historii nie trwały długo.

Następnie był Kuwejt, ataki terrorystyczne z 11 września, które pociągnęły za sobą nieproporcjonalne i nieudolne interwencje na Bliskim Wchodzie, z udziałem państw NATO (jeszcze pod hasłem zaprowadzania demokracji), których nikt jednak nie odważył się nazwać wojnami.

Wymachiwanie szabelką by następnie w kilku przypadkach jej użyć, miało później niewątpliwy wpływ na Putina, gdy decydował się rozpętać wojnę z Ukrainą, najpierw na skalę ograniczoną (Krym i Donbas), w końcu na otwartą – najazd na inne państwo w stylu II Wojny Światowej, choć nowocześniejsze technologicznie.

Ten jawny precedens zadziałał, w niedługim czasie, jak kostka domina: wojowniczy prezydent USA uznał już na początku swojego panowania, że otwarte interwencje zbrojne poniżej, ale i powyżej progu wojny to rzecz usprawiedliwiona. Podobnie jak jawne roszczenia terytorialne.

Przez cały ten czas ewoluowało także użycie samego słowa „wojna”. Najpierw było ono wstydliwie przemilczane w odniesieniu do wszelakich „misji” czy „interwencji”, potem wypowiadane półgłosem, wreszcie – otwartym tekstem.

Korzenie Buczy tkwią w Srebrenicy. Ci, których dziś szokuje pożar, rozprzestrzeniający się jak w suchym lesie, nie powinni się dziwić.

Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube