
Trwa nierówna walka mieszkańców osiedla Maltańskiego z wielkim biznesem i bogatym kościołem katolickim. Na Osiedlu Maltańskim kuria poznańska – za cichym przyzwoleniem władz miasta – próbuje wyeksmitować z działki przy ulicy Warszawskiej kilkuset zameldowanych tam osób.
To dramat zwykłych ludzi, nie majętnych, często w zaawansowanym wieku, często mieszkających na osiedlu w czwartym pokoleniu i od 1928 roku. A wszystko związane z ludzką chciwością – setki milionów zysków dla sprzedającej ziemię kurii i zyski z zabudowy terenu bardzo bogatego dewelopera.
Jak piszą mieszkańcy maltańskiego „parafia i Kuria dysponuje ogromnymi środkami finansowymi np. z odszkodowań za Maltankę”. Stać ją na wynajęcie kancelarii Jacka Masioty, agencji PR, powołała specjalną spółkę zarządzającą. Naprzeciw majętnego biznesu stają ludzie ze Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom. Działając na rzecz swoją i sąsiadów, nie posiadając dofinansowań, oddając swój czas i energię, przeżywają stres i rozgoryczenie po kontaktach z pozbawionym empatii archnemesis.
Chciwość ponad empatię
To osiedle to oskarżenie władz miasta o lata zaniedbań. Kościół od lat 20-tych XX wieku przyzwolił biednym mieszkańcom miasta na osiedlanie się. Wtedy proboszcz parafii był niedzisiejszy – pełen miłosierdzia, empatii. Z drugiej strony władze miasta wydawały pozwolenia na budowę, meldowały mieszkańców. W przeciwieństwie do parafii na Górczynie, która podobnie przed dekadami pozwoliła ludziom biednym zamieszkać na swoich gruntach i potem je im darowała, proboszcz Komandorii i kuria ani myślą rezygnować z wielkiej mamony. Parafia na Górczynie jest nie bogata w stosunku do tej maltańskiej, a chciwość rośnie wraz z zamożnością.
Gdzie mają się podziać ludzie z osiedla? Przecież nie mają zdolności kredytowej, aby kupić coś na kredyt, nie mają na wkład do TBS-ów (a zresztą tu czeka się kilka lat), a na mieszkania komunalne – których w Poznaniu jest tyle co nic – liczyć może co najwyżej kilka rodzin. Jak napisali na jednym z transparentów „na bruk, w imię boże„.

Mieszkańcy przez lata prosili radnych miejskich i prezydenta Jacka Jaśkowiaka o mediacje z kurią. Ci z PiS-u oczywiście są za klerem, radni z KO i Pl 2050 pasywni, a Nowa Lewica … to żadna Lewica. Nawet nie udaje, że chce pomóc rozwiązać problem tych kilkuset mieszkańców Poznania. Jedyne gremia, które mocno wspierają mieszkańców to poznańska sekcja partii Razem, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, lokalni działacze społeczni oraz organizacje społeczne z Gniezna i Warszawy. Chociaż ostatnio w Radzie Miasta zaszła jakaś zmiana – kilku radnych KO wyłamuje się z roli radnych partyjnych i zaczęło wspierać mieszkańców maltańskiego (sic!).
Zapomniane przez miasto
Osiedle jest w opłakanym stanie. Nie ma tu kanalizacji, dróg, chodników. Część domów ogrzewają piece i kiepskiej jakości kotły-kopciuchy, bo na lepsze wielu ludzi nie stać. Ale podatki od parceli Urząd Miasta nie omieszka pobierać od lat. Jak nawala wodociąg i tak jak wszędzie w mieście mógłby przyjechać Aquanet i naprawić awarię to proboszcz parafii Paweł Deskur się nie zgadza i ludzie muszą sobie radzić sami.
W grudniu 2024 roku na osiedle Maltańskie wjechały koparki. Taki prezent od kurii na święta. To jest „nękanie psychiczne” oskarżają mieszkańcy osiedla. W końcu grudnia 2024 r. sąd rejonowy w Poznaniu postanowił uznać sporny status osiedla Maltańskiego i wpisać do księgi wieczystej działki przy ul. Warszawskiej ostrzeżenie o toczącym się postępowaniu. Tym samym zakazał likwidacji osiedla. Póki co wiszące nad głowami ludzi eksmisje są wstrzymane.
Hospicjum i szpital
Ziemie nad Maltą – teren wraz z kościołem Świętego Jana Jerozolimskiego – trafiły w ręce kościelne (konkretnie zakonu joannitów) w wyniku średniowiecznych nadań książęcych. Zakon ten zajmował się między innymi prowadzeniem hospicjum/szpitala dla pielgrzymów, co było powodem nadania ziemi. Od zakonu pochodzi nazwa „Malta”.
W XIX wieku, aby uchronić ziemie przed germanizacją, mieszkańcy Poznania zebrali fundusze na wykup folwarku Malta. Choć inicjatywa była społeczna, w okresie międzywojennym terenem tym zarządzała kościelna Drukarnia i Księgarnia Świętego Wojciecha.

Hospicjum i szpital to działalność misyjna, nie nastawiona na generowanie zysków dla właściciela ziemi. Ale to już przeszłość, dzisiejsza rzeczywistość jest na wskroś komercyjna. Na mocy ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego z 1989 roku, w wyniku wieloletnich sporów sądowych parafia odzyskała tereny lub otrzymała wysokie odszkodowania od Skarbu Państwa (między innymi ugodę na kwotę 72 milionów złotych w 2017 roku). To uczyniło tę małą wielkomiejską parafię (około 4,5 tysiąca parafian) wyjątkowo zamożną w Polsce. Podczas gdy większość parafii w Polsce utrzymuje się głównie z tacy i ofiar wiernych, św. Jana Jerozolimskiego za murami zyskała rozgłos w kontekście sporych roszczeń i uzyskanych rekompensat. Ostatnia sprzedaż terenu bogatemu deweloperowi za 421 mln zł jeszcze podniosła wartość parafii i kurii.
Czy dla współczesnego człowieka to etyczne i moralne, aby kościół katolicki był wielką biznesową instytucją, obracał milionami zł – tu na rynku nieruchomości? I to w dodatku generował olbrzymi zysk na krzywdzie zwykłych ludzi?
Wiesław Rygielski
PS.
Teraz kochani Maltańczycy rozbijajcie namioty na dziedzińcu urzędu miasta. Zrobi się szum w mediach … i może Tusk zareaguje. Na Jaśkowiaka w żadnym wypadku nie liczcie. A do kościoła nie macie po co chodzić. Wasz bóg Was na pewno Was nie wysłucha. Też lubi swoje bogate sługi.
wr
