niedziela, 13 września

Unikają, bo się boją. Mają powody

fot. Pixabay

Ostatnie informacje prasowe i wyniki sondaży, z których wynika, że około połowa Polaków nie chce się zaszczepić SARS-CoV-2 to tylko wierzchołek góry lodowej. Dużo gorzej dla nas wszystkich, że osoby zakażone wolą przechorować infekcję gdzieś w kącie, niż narazić się na kontakt ze służbami państwa.

Zaznaczam na wstępie, że nie jestem zwolennikiem, a zwłaszcza propagatorem takiej postawy. Myślę, jednak, że można zrozumieć motywację ludzi, którzy wolą ryzyko śmierci od kontaktu z państwową (czyli PiS-owską) machiną.

Wróćmy pamięcią do wiosny – rząd nie mający zielonego pojęcia, jak walczyć z pandemią usiłował przekonać społeczeństwo, że panuje nad sytuacją:

Robił to w sposób typowy dla totalitarystów – bezsensowne acz drastyczne zakazy (choćby wstępu do parków), policyjne demonstracje absolutnej władzy  (funkcjonariusz jest pierwszą i ostatnią zarazem instancją, która po analizie zawartości siatki ocenia, czy wyjście po zakupy było uzasadnione, czy też zasługuje na mandat), wojsko z długą bronią na ulicach, wreszcie drastyczne grzywny, zdolne rozwalić każdy budżet domowy, od których de facto nie było odwołania. I wszechobecna arogancja władzy.

A propos: taki obrazek z mojej ulicy – mieszany partol  policji i terytorialsów oparty o radiowóz wygrzewa się w wiosennym słońcu, czyhając przed sklepem na potencjalnych klientów. Nie zwracając zupełnie uwagi na to, że po drugiej stronie jezdni, mimo pandemii, samochody parkują na chodniku z naruszeniem wszelkich możliwych przepisów.

Już wtedy, wiosną, bez żadnych protestów, same narzucały się obrazki ze stanu wojennego, kiedy to zomowiec decydował kto ma prawo chodzić po ulicy i stać w kolejce przed sklepem.

Później wcale nie było lepiej – wciskanie kitu, że wybory są bezpieczne, kłamstwa szyte liną okrętową, w końcu wrześniowe  nieprzemyślane wpuszczenie dzieci i młodzieży do szkół, co okazało się zapalnikiem drugiej fali zakażeń etc.

I kolejne kwarantanny, jak się okazało rozdzielane całkowicie po uważaniu, przy jednoczesnym lekceważeniu zasad bezpieczeństwa (znam osobiście przynajmniej jeden taki szpital) przerzucanie chorych i zakażonych z lecznicy do lecznicy na drugi koniec Polski, umierający karetkach albo w kolejkach na izbach przyjęć. To musi robić wrażenie.

Któż w miarę zdrowy na umyśle chciałby trafić w szpony takiej machiny, której konwulsyjne ruchy świadczą, że zupełnie sobie nie radzi, a pacjent wobec branych z sufitu i wciąż zmieniających się procedur jest najmniej ważny? Kto by chciał takiej machinie powierzyć swoje zdrowie, a nawet życie?

Nie bez znaczenia jest też totalna inwigilacja ze strony władz: Tylko skończony naiwniak mógłby uwierzyć, że informacja o zakażeniu SARS-CoV-2 Marty Lempart, jednej z liderek Strajku Kobiet została zdobyta przez dziennikarzy, jak podaje rządowa TVP, a nie jest skutkiem celowego przecieku z bazy danych Sanepidu. Zainteresowana zapewnia, że nikogo o zakażeniu nie informowała.

Łatwe do wykrycia – nie trzeba być statystykiem – manipulowanie przez rządzących danymi o liczbie zakażeń też władzy nie pomaga.

Radzący sami strzelili sobie w stopę i to naraz wywalili cały magazynek. I teraz chcą, w jesiennej odsłonie pandemii, by ludzie im ufali? Zwłaszcza, że na horyzoncie czyha trzecia odsłona.

Piją piwo, które od miesięcy sobie konsekwentnie warzyli.

Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube