
Ochrona prawna sygnalistów wynika z Ustawy o ochronie sygnalistów z 14 czerwca 2024 roku. Zapewnia ona pracownikom, współpracownikom B2B i stażystom bezwzględne prawo do zachowania anonimowości oraz chroni przed zwolnieniem i mobbingiem od momentu dokonania zgłoszenia.
Sygnalistka Małgorzata Rakowska, rejestratorka z Poznańskiego Ośrodka Specjalistycznych Usług Medycznych (POSUM), twierdzi, że ma niezbite dowody na istnienie szybkiej kolejki dla poznańskich VIP-ów w POSUM-ie (coś jak salonik VIP w Szpitalu Południowym w Warszawie, w którym działacze KO mogli liczyć na szybszą obsługę – nie musieli czekać na korytarzu ani w poczekalni, kierowano ich do saloniku w komercyjnej części szpitala.). Twierdzi, że proceder trwał długo. Zapowiedziała, że w przyszłym tygodniu złoży doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa i o nadużyciu władzy przez funkcjonariuszy publicznych.
Ale w Poznaniu rządzi dyktatorek Ubu, „Ubu król czyli Polacy” jak celnie przed 100 laty opisał takich ludzi Alfred Jarry, autor sztuki pod tym tytułem. Prawo traktuje ambiwalentnie, reguły demokracji i samorządności wybiórczo, zblatowany z deweloperami, niedostrzegający arogancji swoich dyrektorów i korupcji w urzędzie.
Sygnalistkę zwolniono i z niej wiceprezydentka Poznania Pietrusik-Adamska, która kuriozalnie mówi „o ataku na miasto, urzędników i POSUM” (sic), najlepszym zwyczajem zdekonspirowanych potencjalnych manipulatorów … robi oskarżoną o nieprawidłowości.
Oświadczenie upubliczniła też OZZ Inicjatywa Pracownicza, w którym informuje, że sygnalistka Inicjatywy Pracowniczej odkryła w Poznańskim Ośrodku Specjalistycznych Usług Medycznych salonik VIP dla poznańskich włodarzy i przekazuje pełna informację o sprawie Rakowskiej.
„Wciskanie się” bez kolejki do specjalisty to polska tradycja. Kto tylko może załatwia sobie szybsze terminy, skorzystanie z trybu „cito”. Przypadki nadużycia pozycji politycznej przy korzystaniu z publicznej służby zdrowia są więc stare jak świat. Dotykają każdą władzę. Przypomnę senatora Tomasza Lentza, który też skorzystał z szybkiej ścieżki leczenia dla swojego syna. Ignorowanie czekających w kolejce w placówce ortopedycznej w dniu 26 stycznia 2026 zarzucili prezydentowi Poznania świadkowie zdarzenia. W zaprzeczenia rzeczniczki prezydenta Joanny Żabierek, niewielu znających zarozumiałość Jaśkowiaka uwierzyło.
POSUM-em przez wiele lat zarządzał dyrektor z partyjną legitymacją PO Konrad Zaradny. Były przewodniczący młodzieżówki tej partii w Poznaniu, radny miejski klubu PO, ulubieniec Jaśkowiaka, który ostatnio (kwiecień) powołał go do zarządu PIM (za dwukrotna wyższe wynagrodzenie). Koligacje partyjne i relacje służbowe wręcz ułatwiały koleżeńską ”załatwialność” spraw medycznych w POSUM.
Trzaskowski, który wyrzucił wszystkich polityków z rad nadzorczych szpitali (przewodniczącym rady nadzorczej był burmistrz Ursynowa), potwierdził tylko zarzut, że szpitale i miejskie spółki były źródłem partyjnych synekur. Decyzja prezydenta miasta o odpolitycznieniu miejskich spółek oczywiście nie spotkała się z ciepłym przyjęciem przez aktyw warszawskiej KO. W końcu po co idą do władzy?
Wiesław Rygielski
