wtorek, 17 lutego

Śnieżne prawo, czy bezprawie?

Fot. UMP

Zima – ta nie przez wszystkich lubiana pora roku – to dla administratorów nieruchomości przede wszystkim konieczność odśnieżania przyległych chodników, o czym przypomina między innymi poznański Zarząd Dróg Miejskich. Lekceważenie tego feudalnego, o czym dalej, obowiązku może słono kosztować.

Administratorzy chętnie wskazują właśnie na ZDM, jako tę instytucję, która ma za zadanie dbanie o zimowe utrzymanie wszystkich dróg w mieście, a więc także dróg rowerowych i chodników, które w myśl przepisów są częścią drogi.

Jest jednakże wyjątek – właśnie chodniki, jeżeli przylegają do posesji. To samo dotyczy likwidacji śliskości, czyli w praktyce posypywania chodników w razie potrzeby. Co więcej, materiał, którym chodnik posypano musi być usunięty zaraz, gdy ślizgawica przeminie. Nie można też używać go do topnienia śniegu – dotyczy to w praktyce soli.

To i tak nie najgorzej dla zarządców – dawniej egzekwowano odśnieżanie do połowy jezdni.

W praktyce wygląda to często tak, że jezdnie i części drogi odśnieżane przez ZDM są w miarę przejezdne i do przejścia, na chodnikach natomiast brnie się w kopnym śniegu lub, dla odmiany, możne się zabić niczym niewprawny łyżwiarz na lodowisku. Bywa, że trzeba salwować się przytrzymaniem płotu, która to aktywność, jak głosi mądrość ludowa, przystoi raczej pijakom.

Sypią się za to gromy na ZDM, także ze strony zarządców. Czy słusznie?

Jak to wygląda od strony prawnej? Zasady odśnieżania i usuwania ślizgawicy wynikają z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, w Poznaniu dodatkowo z regulaminu o utrzymaniu czystości i porządku na terenie miasta Poznania.

Mamy tu paradoks: prawo żąda, by administrator odśnieżał powierzchnię… nie będącą jego własnością, wykonywał więc darmowa pracę na rzecz kogoś innego. W dodatku, nie przewiduje wyjątków nawet dla osób starszych czy niepełnosprawnych. Zwolnić z obowiązku nie można nawet kogoś, kto siedzi za kratami ani kobiety w ciąży

Kara za nieprzestrzeganie przepisów to mandat w wysokości do 500 złotych, a jeżeli ukarany odwoła się do sadu – w przypadku niepomyślnego dla niego rozstrzygnięcia nawet 1500 złotych. Dopiero na etapie zasądzonej już grzywny sąd karny może (ale nie musi) uwolnić od niej skazanego.

Nieodśnieżony lub oblodzony chodnik to także koszt ewentualnego leczenia i odszkodowania, jeżeli na chodniku zdarzy się wypadek z powodu jego oblodzenia lub nieodśnieżenia. Tu już chodzi o naprawdę grube dziesiątki tysięcy, i to bynajmniej nie od gminy będącej właścicielem chodnika, tylko zarządcy nieruchomości, na przykład ubogiego rencisty.

Sprawa prosta? Pozornie, gdyż wielu zarządców nie zgadza się z tym, że są gorszej sytuacji niż ci, do których posesji nie przylega miejski chodnik. Najgorzej mają administratorzy nieruchomości narożnych lub wyspowych. Obowiązek zimowego utrzymania chodników jest też przyczyną sporów sąsiedzkich.

Przeciw niesprawiedliwemu prawu wystąpił już w roku 1997 Rzecznik Praw Obywatelskich, nie zgodził się z nim jednak Trybunał Konstytucyjny. Co ciekawe, Trybunał, co do zasady oceniający zgodność z Konstytucją przepisów, użył tu argumentów pozaprawnych: że tak jest w innych krajach, że taka tradycja, tak jest „od zawsze”, że gdzie indziej obciążenia są jeszcze większe. Mimochodem podważył więc podstawowe zasady związane z prawem własności.

Tak czy owak, można spodziewać się wysypu pozwów sądowych, gdyż niewątpliwie mamy do czynienia z sytuacją, gdy prywatny właściciel jest przymuszany do wykonywania nieodpłatnej pracy na rzecz gminy, do której należy chodnik.

Nie mieści się w głowie, że ktoś ma obowiązek darmowego odśnieżania chodnika zimą (miasto może to zrobić za niego ale… odpłatnie), za to latem, gdy remontuje dom, ze zajęcie pasa drogowego, czyli w praktyce chodnika pod rusztowanie, musi słono zapłacić.

Bój więc przed nami.

Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube