wtorek, 17 marca

Powrót do dzieciństwa z PKP Intercity

Fot. Darek Preiss

Ostatnio owa spółka zabrała mnie w sentymentalną podróż do krainy dzieciństwa. W jaki sposób? Przez braki taborowe.

Od jakiegoś czasu (pewnie dlatego, że ludzie wbrew twierdzeniom liberałów podróżują pociągami) PKP PLK wypuszczają na trasy wagony starszej konstrukcji – z ręcznie otwieranymi drzwiami, tak zwanymi łamanymi.

Odkąd pamiętam, miały te drzwi pewne miłe cechy: otwieranie ich wymagało sporej siły, w dodatku co chwilę zaskakiwały nas innym defektem. Szczególnie przez owe drzwi ulubionym było to, że w ogóle nie dały się otworzyć, ale to nie wszystko. Często urywała się część odpowiedzialna za odnoszenie przy otwieraniu klapki osłaniającej stopnie wagonu.

Podczas ostatniej podroży przezornie ominąłem drzwi łamane wsiadając przez sąsiedni wagon. Nawet udało się przejść do mojego. O nie dającym się domknąć oknie w środku zimy nie warto nawet wspominać.

Najciekawiej było przy wysiadaniu: łamane drzwi dały się wprawdzie otworzyć, za to nie podniosła się klapka, co skutecznie uniemożliwiło mi wyniesienie bagażu z wagonu. Druga niespodzianka – drzwi między wagonami, przy wsiadaniu dające się otworzyć, tym razem były zablokowane.

W końcu musiałem poprosić współpasażera o pomoc w przytrzymaniu klapki w górnym położeniu. Sytuacja godna Barei, ale i tak kocham drzwi łamane. Przypominają mi czasy, gdy świat był piękny a wszystko jeszcze przede mną.

Darek Preiss

PS. Warto dodać, że to nie największe możliwe przeżycie ze łamanymi drzwiami. Moja znajoma musiała jechać z Katowic do Włoszczowy Północ droga okrężną… w tę i z powrotem przez Warszawę. Wzmiankowane drzwi łamane stawiły opór tak skuteczny, że nie dały się otworzyć wcale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube