
Zatrzymanie cywilnego statku na wodach międzynarodowych bez nakazu, niezwiązanego z działalnością przestępczą to niewątpliwy akt piractwa. Przeciwko praktykom izraelskiej armii protestowano na całym świecie, w tym w Poznaniu. Nie po raz pierwszy polityk, by nie odpowiadać za swoje grzechy rozpętał zbrodniczą wojnę.
Władze Izraela zatrzymały między innymi czterech Polaków, w tym poznańskiego posła Franciszka Starczewskiego. W rękach izraelskich służb znalazł się także Omar Faris, prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków w Polsce i przewodniczący polskiej delegacji. Z obywateli innych krajów można wymienić, między innymi, Gretę Thunberg, dotąd znaną jako radyklaną działaczkę klimatyczną.
Nie wiadomo, ile statków i łodzi z całej flotylli, zwanej Flotyllą Wolności, płynących do strefy Gazy z pomocą humanitarną zostało przez Izraelczyków aresztowanych, gdyż różne źródła podają odmienne dane, z pewnością chodzi jednak o co najmniej kilkanaście jednostek.

Flotylla Wolności jest odpowiedzią na całkowitą blokadę Gazy przez armię izraelską, odcinającą Strefę Gazy od wszelkich dostaw. Palestyńczycy giną nie tylko pod izraelskimi bombami – codziennie śmiertelne żniwo zbiera tam głód, w Europie nieznany w takiej skali od czasów II Wojny Światowej. Strefa Gazy stała się de facto ciężkim, izraelskim więzieniem.
Na skutek działań izraelskiego wojska zginęło wielokrotnie więcej Palestyńczyków, niż było ofiar terrorystycznego rajdu Hamasu na Izrael, który, zdaniem władz tego państwa usprawiedliwia pełnoskalowa interwencję zbrojną.
Izraelska operacja odbyła się na zasadzie stopniowej eskalacji: od niebezpiecznych manewrów wokół jednostek Flotylli Wolności i zagłuszania łączności po regularny abordaż i wtargnięcie na pokłady.
O ile rajd Hamasu zasługuje na absolutne potępienie, odpowiedź Izraela w Gazie, co było bezpośrednim powodem misji Flotylli Wolności, jest działaniem stokroć gorszym, już teraz w wielu stolicach określanym jako ludobójstwo, a co najmniej zbrodnie wojenne.
O ile światowe rządy, sparaliżowane oskarżeniami o antysemityzm, przez dziesięciolecia nie odważyły się protestować przeciw polityce Izraela, opartej na militarnej przemocy, tym razem miarka się przebrała. Kończą się czasy, gdy izraelscy politycy popełniający zbrodnie skutecznie chronili się za tarczą Holokaustu.
Sprytne działania Hamasu, chowającego się za plecami cywilów nie są – także w myśl prawa międzynarodowego – żadnym usprawiedliwieniem.

W ten sposób izraelski premier Benjamin Netanjahu, modus vivendi izraelskiej riposty, postawił się w jednym szeregu z takimi osobnikami jak Władimir Putin.
Stale eskalująca nierówna wojna w Gazie, gdzie uzbrojona po zęby armia ma przed sobą przede wszystkim nieuzbrojonych cywilów (bojownicy Hamasu stanowią znikomą mniejszość) to w ogromnej mierze prywatna wojna Benjamina który korzysta z efektu flagi – licząc na skupienie społeczeństwa wokół przywódcy w czasach wojennych.
Netanjahu gra o skórę – gdyby utracił władzę, grozi mu wieloletnie więzienie za korupcję. Niestety, by jego uniknąć nie wahał się rozpętać wojny i pozwolił swojej armii na hurtowe popełnianie zbrodni. Dzisiaj płacą za to przede wszystkim Palestyńczycy, ale nie mam wątpliwości, że kiedyś kara spotka mieszkańców Izraela, który nie umieli pozbyć się zbrodniarza na czele państwa. Skąd my to znamy?
Darek Preiss
Zobacz fotoreportaż z wczorajszego protestu na poznańskim Starym Rynku:
