
Ofiary barbarzyństwa hitlerowców, którzy rękami więźniów budowali w Poznaniu sztuczne jeziora, nareszcie zostały godnie upamiętnione nad Rusałką. Społecznicy zapowiadają, że takich inicjatyw będzie więcej.
Jezioro Rusałka – dzisiaj miejsce relaksu, kąpieli i spacerów, ma wyjątkowo ponury rodowód. Mało kto ze spacerowiczów zdaje sobie sprawę, że nie jest to naturalny zbiornik wodny na szlaku Bogdanki. Jeszcze przed wojną jeziora tu nie było, a na jego przyszłym dnie stała Bateria Bogdanka – element poznańskich fortyfikacji.
Jezioro powstało dopiero podczas hitlerowskiej okupacji. Nie powstało samo – zostało stworzone rękami więźniów, przeważnie Żydów zapędzonych do niewolniczej pracy przez hitlerowców oraz polskich robotników przymusowych. Podobny jest rodowód Jeziora Maltańskiego, gdzie dziś odbywają się imprezy sportowe.
Więźniowie pracowali niedożywieni, bez odzieży ochronnej, często w wodzie. Za jakiekolwiek lub urojone przewinienie hitlerowscy nadzorcy wymierzali drakońskie kary. Bardzo wielu nie dożyło końca wojny – przyszłe jezioro stało się ich grobem.
Jakby nie było dość hitlerowskiej perfidii, dno i brzegi jeziora umocniono potrzaskanymi macewami – nagrobkami z likwidowanych żydowskich cmentarzy.

Dotąd nikt oficjalnie nie upamiętnił tego miejsca martyrologii, choć w pobliżu można spotkać pomniki rozstrzelanych w tych samych strasznych czasach. Ci, którzy pamiętają zrobili to więc sami. Od wielu lat na betonowej studni tuż przy wiadukcie kolejowym i odpływie wody z jeziora stoją znicze, czasem pojawiają się kwiaty i inskrypcje przypominające ponurą historię tego miejsca.
Piszący te słowa zetknął się ze sprawą podczas pisania pracy o tak zwanych pomnikach spontanicznych, tym niemniej zdecydowana większość spacerujących nie wie, po co te znicze, lub ma jedynie mglista wiedzę.

To zmieniło się wczoraj za sprawą wspólnej inicjatywy poznańskich społeczników ze Stowarzyszenia Łazęga Poznańska i Stowarzyszenia Mieszkańców „Abisynia”. W miejscu, gdzie zbiegają się trasy spacerowe, tuż obok miejsca gdzie spontanicznie stawiane są znicze, stanął pylon z informacją o historii jeziora. Jest ona przedstawiona w języku polskim i angielskim.
Tablica zgodna jest z wytycznymi Systemu Informacji Miejskiej, ufundowali ją jednak sami mieszkańcy – złożyło się ponad 10 osób.
Symboliczne odsłonięcie pylonu zgromadziło sporą publiczność, mimo nie najlepszej pogody. Skromnej uroczystości, na którą przybył między innymi wiceprezydent Poznania Jędrzej Stolarski, towarzyszyły rzewne dźwięki skrzypiec.

Społecznicy nie chcą poprzestać na tej jednej inicjatywie. Chcą szerzej upamiętnić to, co działo się w latach czterdziestych nad Rusałką, między innymi pozbierać te płyty nagrobne, które są dostępne z brzegu, i zapewnić im godne miejsce spoczynku. Nie ma natomiast mowy, jak mówią niektórzy, o spuszczeniu wody i likwidacji jeziora.
Mieszkańcy chcą też upamiętnić inne miejsca w Poznaniu, gdzie kiedyś były cmentarze, zlikwidowane w czasie lub już po wojnie. Bo miejsce, gdzie kiedyś był cmentarz, na zawsze cmentarzem zostanie.
Społecznicy liczą na to, że w ich przyszłych poczynaniach będą mogli liczyć na pomoc miasta. Prezydent Stolarski wstępnie taką pomoc zadeklarował.
Darek Preiss
Zobacz galerię zdjęć:
Fot. Ela Preiss























