piątek, 5 grudnia

Nie jest tak, jak pisze spółka Komandoria

fot. Osiedle Maltańskie

Mieszkanki i mieszkańcy Osiedla Maltańskiego, zrzeszeni w Stowarzyszeniu Maltańskie Nasz Dom, po ostatnich doniesieniach prasowych na temat wyprowadzek z Osiedla Maltańskiego protestują przeciw manipulacjom informacyjnym Komandoria i bezkrytycznemu powtarzaniu ich przez media. Odcinają się od postawy Doroty Gorgoń, która przeszła na stronę spółki reprezentującej de facto dewelopera.

„W artykułach prasowych w ostatnich dniach pojawiają się informacje o pierwszych osobach, które opuszczają Osiedle Maltańskie w Poznaniu jako naturalny proces wygaszania naszego osiedla. Jednak czy informacje te zostały rzeczywiście zweryfikowane przez dziennikarzy?” – pytają.

Należy zauważyć, że wspomniane artykuły to przekaz zarządcy terenu wynajętego przez Archidiecezję Poznańską czyli Spółki Komandoria.

Dlatego często pojawia się narracja o działaniach pomocowych wobec mieszkańców. Jednak, jak twierdzą sami zainteresowani, rzeczywistość wygląda całkowicie inaczej. Do mieszkańców trafiają wezwania do zapłaty opiewające na wysokie kwoty — często za „bezumowne korzystanie z gruntu lub z powodu rzekomych błędów w naliczeniu czynszu” – piszą mieszkańcy.

 I dalej: „Po interwencji mieszkańców u przedstawiciela Spółki Komandoria okazuje się, iż pisma były „omyłkowo” wysłane. W rzeczywistości kierowane do mieszkańców wezwania do zapłaty (często na niebotyczne kwoty kilkudziesięciu lub wręcz kilkuset tysięcy złotych) są formą nacisku ekonomicznego na mieszkańców w celu zmuszenia ich do opuszczenia rodzinnych domów. Trochę na zasadzie „mamy dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia: albo opuścisz Osiedle, albo pozwiemy Cię o kwotę zupełnie poza Twoim zasięgiem”. W naszym przekonaniu praktyki stosowane przez Archidiecezję Poznańską oraz Spółkę Komandoria do złudzenia przypominają działania czyścicieli kamienic”.

Jak podkreślają ci, którzy postanowili bronić swoich domów, bohaterka ostatnich artykułów, czyli Dorota Gorgoń – była mieszkanka – nie otrzymała od zarządcy ani mieszkania, ani wsparcia, tylko i wyłącznie odszkodowanie za nasadzenia w ogrodzie. Sama wspominała, że nie zniosła psychicznie sytuacji, gdzie jej dom był ciągle zagrożony.

fot. Osiedle Maltańskie

Wyprowadziła się z Poznania na ogrody działkowe i jest teraz pozbawiona zarówno prawa do nieruchomości komunalnej w mieście, jak i swojego, budowanego latami domu na Osiedlu Maltańskim. Taką presję wywarł na niej zarządca i po wielu obietnicach pozostawił z niczym. Dom został już zrównany z ziemią przez pracowników Komandorii.

 Według spółki, wyprowadzka była dobrowolna: „Dorota Gorgoń, która do niedawna aktywnie protestowała przeciwko działaniom zarządcy Osiedla Maltańskiego, postanowiła wyprowadzić się z zajmowanej działki. Kobieta przyznaje, że na osiedlu panuje atmosfera zastraszenia ze strony innych protestujących” – pisze Komandoria.

I dalej, między innymi cytując Dorotę Gorgoń, Komandoria pisze: „Pani Dorota przez długi czas protestowała przeciw działaniom zarządcy. Była w pierwszym szeregu pikiet, podpisywała pisma do posłów, senatorów i prezydenta RP. Jednak zrozumiała, że opóźnianie wyprowadzki tak naprawdę szkodzi mieszkańcom osiedla”.

I znowu dalej: „Nie ma szans na to, żeby zostać na osiedlu na stałe. Grunt należy do Archidiecezji. Gdy to do mnie dotarło – tłumaczy dy to do mnie dotarło, postanowiłam się wyprowadzić.

 Kobieta ponoć, jak twierdzi Komandoria, kupiła dla siebie nową nieruchomość i właśnie się do niej przeprowadza. Od zarządcy otrzymała pieniądze za nasadzenia na działce.

 Jak widać, Dorota Gorgoń i inni mieszkańcy osiedla są zgodni co do jednego – że pomoc Komandorii ograniczyła się do rekompensaty za rośliny na działce. Nie wiadomo, za co ponoć „kupiła sobie inną nieruchomość” i jaką.

– Na jej decyzję wpłynęło też agresywne zachowanie innych protestujących. – Gdy ktoś się wyprowadza to ci, którzy walczą o pozostanie osiedla na miejscu, robią nam zdjęcia. Są nieprzyjemne sytuacje. Nazywają zdrajcami tych, którzy opuszczają osiedle – mówi. Z powodu atmosfery zastraszenia panującej na osiedlu nie chce mówić, gdzie znalazła nowe miejsce zamieszkania – pisze dalej Komandoria. Tymczasem sąsiedzi twierdzą, że musiała wyprowadzić się na działkę.

Dorota Gorgoń przedstawiana jest w artykułach jako osoba reprezentująca mieszkańców osiedla, jak piszą sąsiedzi. Tymczasem — jak podkreślają — pani Gorgoń nigdy nie była liderką protestów ani rzeczniczką społeczności. Z powodu braku aktywności w pracach stowarzyszenia została poproszona o rezygnację z funkcji w zarządzie, co można zweryfikować w rejestrze KRS.

Według relacji mieszkańców, pani Gorgoń od dłuższego czasu współpracowała z zarządcą terenu, a jej działania odczytywane były jako próba rozbicia solidarności mieszkańców Osiedla. Dla niektórych osób ta współpraca okazała się niekorzystna — zarządca uzyskiwał w ten sposób informacje o mieszkańcach, którzy nigdy wcześniej się z nim nie kontaktowali.

Wyprowadzka Doroty Gorgoń z Osiedla Maltańskiego była zaskoczeniem nawet dla bliskich sąsiadów. Nikt nie słyszał o przypadkach zastraszania, o których mówiła w mediach, a większość mieszkańców dowiedziała się o jej odejściu dopiero z doniesień prasowych, gdy likwidowano budynek, w którym zamieszkiwała.

Jak piszą sami mieszkańcy Osiedla Maltańskiego, wiedzą, że publikacje o „pierwszych wyprowadzkach” nie są spontanicznym efektem reporterskiej dociekliwości. Wskazują oni, że materiał, który trafił do mediów, jest elementem działań PR-owych Archidiecezji Poznańskiej i powiązanej z nią spółki Komandoria, która podpisała już umowę przedwstępną z deweloperem.

Dorota faktycznie się wyprowadziła i nic za to nie dostała – mówi pan Andrzej.

– Dorota tylko początkowo protestowała. Później aktywnie zabiegała o to aby mieszkańcy współpracowali z Komandorią i aby byli cicho bo to im pomoże uzyskać lepsze warunki niż ci którzy protestują. Aktywnie działała przeciw stowarzyszeniu i protestującym mieszkańcom w ukryciu zaprzeczając temu faktowi gdy była z nim konfrontowana – dodaje.

Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego piszą też, że wiedzą, iż jest to element kampanii wizerunkowej mającej na celu złamanie solidarności wśród społeczności oraz wprowadzenie opinii publicznej w błąd, co do rzeczywistej sytuacji na osiedlu.

Ujawnianie twarzy i opowiadanie o swojej osobistej sytuacji nie jest dla nikogo łatwe. Każdy człowiek broni swojej prywatności, szczególnie gdy chodzi o sprawy domowe, materialne czy rodzinne. Towarzyszy temu naturalne poczucie wstydu i obawa przed oceną. Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego — jak mówią — niechętnie występują w mediach.

 Ich domy, przestrzeń i prywatne życie są związane z Osiedlem Maltańskim i nikt nie ma prawa ich zakłócać. Chcą, by miejsce, w którym mieszkają, pozostało bezpieczne i wolne od publicznej ingerencji.

fot. Osiedle Maltańskie

Niestety, sytuacja zmusza ich czasem do przekraczania granic komfortu i występowania publicznie w obronie prawa do zachowania swojego miejsca na ziemi.

Spór toczący się o Osiedle Maltańskie nie jest wyłącznie konfliktem pomiędzy mieszkańcami a zarządcą terenu. Jest to kwestia społeczna — dotycząca prawa do domu, bezpieczeństwa i godności ludzi, którzy żyją tu od lat w miejscu, do którego elity tego kraju roszczą sobie prawa, jak mówią sami mieszkańcy:

-My tu mieszkamy. Tu jest nasz dom. To nie jest tylko sprawa do załatwienia z perspektywy jednego mieszkańca — to sprawa społeczna. To głos, który domaga się wysłuchania — nie przez pryzmat wizerunkowych strategii, ale przez pryzmat zwykłego człowieka i jego prawa do miejsca, które nazywa domem – piszą – mieszkańcy i mieszkanki Osiedla Maltańskiego.

O tym, że Maltańskie jest ich domem, świadczy chociażby to, że prowadzą na swoim osiedlu Ogród Społeczny.

fot. Osiedle Maltańskie

Komandoria dalej przekonuje, że chce pomóc mieszkańcom Osiedla Maltańskiego w wyprowadzce: „Około 20 wniosków o pomoc mieszkaniową oczekuje na rozpatrzenie ze względu na braki formalne. Około 40 rodzin nie nawiązało jeszcze kontaktu z zarządcą i nie złożyło wniosków o pomoc”.

 Myślę, że kuria i tak poszła nam na rękę. Ludzie, którzy czekają na mieszkania komunalne, mogą mieszkać na działkach do momentu ich uzyskania. Gdyby pojawił się tu jakikolwiek deweloper, wyrzuciłby mieszkańców i nie obchodziłoby go to, że nie mamy gdzie iść – podkreśla Dorota Gorgoń.

„Zarządca deklaruje gotowość do dalszego dialogu z wszystkimi mieszkańcami, którzy jeszcze nie zgłosili się po pomoc. Równolegle prowadzony jest proces wyceny nasadzeń – dla około 20 parceli przygotowano już wyceny odszkodowań pisze Komandoria.

W ten sposób potwierdza informacje, że rekompensata finansowa dla mieszkańców ogranicza się do… zwrotu kosztów nasadzeń.

Pomoc mieszkaniowa tak naprawdę zależy zaś od miasta, a jaka jest kolejka po mieszkanie komunalne, jest tajemnicą publiczną: wobec tysięcy oczekujących są to długie lata. Szybciej można otrzymać mieszkanie do remontu, ale taki remont to spore pieniądze, na wydanie których stać nielicznych.

Pan Andrzej widzi deklaracje spółki reprezentującej de facto dewelopera i twierdzenia pani Doroty w ten sposób:

– Dane podawane przez komandorię o wnioskach i rozpatrzeniach są nie do zweryfikowania. Jednocześnie dostajemy informacje od mieszkańców, że wiele wniosków przepada, że nie otrzymują żadnej pomocy poza wypełnieniem kartki z wnioskiem. Reszta to PR dla rozmydlenia sprawy.

– Według  Doroty Gorgoń,  nie otrzymała za to nic poza obiecanymi jeszcze przez księdza nasadzeniami, czyli może kilkaset kilka tysięcy złotych. Nikt za taką kwotę nie jest w stanie się z Maltańskiego wyprowadzić – zauważa.

– Dlatego chcemy zwołania komisji mieszkaniowej na osiedlu maltańskim aby pokazać rzeczywistość inną niż propagandowy przekaz. 17 listopada odbędzie się ona w sali na osiedlu maltańskim –  tak mieszkańcy postanowi na zebraniu.

fot. Osiedla Maltańskie

 -Sala oraz boisko przy niej jest własnością miasta. Właśnie rozpoczął się proces zasiedzeniowy tego terenu (mający na celu uznanie praw mieszkańców do pozostania w swoich domach, za które latami płacili miastu czynsz i podatki – przyp. red.) podczas którego prokuratoria generalna będzie reprezentowała miasto w celu odzyskania własności Poznaniaków – dodaje.

 – Za biednymi nikt się nie wstawi, byle sumienie mieć czyste, reszta odbywa się pod stołem– podsumowuje.

Imię naszego informatora zostało zmienione.

 Darek Preiss

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube