czwartek, 18 kwietnia

Mieszkańcy obronili osiedle, możecie i wy

fot. Darek Preiss

Oddolny nacisk czasem czyni cuda, nawet w zdominowanym przez deweloperów i sprzyjających im urzędników Poznaniu. Wydaje się, że starcie mieszkańców z machiną urzędniczą to jak pojedynek Dawida z Goliatem, czasami jednak dzieje się tak, jak w Biblii. Warto o tym pamiętać.

Cud to zresztą nie najlepsze określenie. Nic nie stało się samo. To pospolite ruszenie mieszkańców okolic ulicy Galla Anomima, wspieranych przez anarchistów z Rozbratu, zapobiegło zabudowie terenów zielonych, likwidacji apteki i wyburzeniu zabytkowego pobamberskiego obejścia.

Miejska Pracowania Urbanistyczna zaplanowała w tym miejscu tak zwane dogęszczenie  -szalenie dzisiaj modne pojęcie. W praktyce oznacza to wpuszczenie pomiędzy istniejącą zabudowę dewelopera. Po takim zabiegu w okolicy zwykle nie da się już wetknąć szpilki.

fot. Darek Preiss

Jeden z wielokondygnacyjnych bloków, w kształcie litery L, by lepiej „wykorzystać” przestrzeń, miał zająć podwórko między istniejącą, przedwojenną zabudową, tuż przy przedszkolu, w miejscu garaży służących mieszkańcom. Drugi betonowy kloc miał powstać w miejscu po wyburzeniu zabytkowego obejścia pozostałego po Bambrach, choć mieszkańcy widzieliby tam raczej, po renowacji obiektu, centrum kulturalne, którego w okolicy brakuje.

Trzecie bloczysko planiści widzieli  w miejscu pawilonu mieszczącego między innymi aptekę i zakład fryzjerski. To właśnie apteka stała się kwaterą główną protestu, tu mieszkańcy mogli podpisać się pod żądaniem odstąpienia od planów zabudowy.

Ubocznymi efektami „dogęszczenia” byłyby też zasłonięcie mieszkańcom istniejących domów światła dziennego i utrudnienie poruszania się po okolicy.

fot. Darek Preiss

Sprawa nie zapowiadała się dobrze – skoro nawet ochrona konserwatorska pobamberskich zabudowań nie stanowiła zapory dla zabudowy, to co może ją powstrzymać?

Wszak demolowanie zabytków nie jest w Poznaniu niczym nadzwyczajnym. Gdzie wobec tego prawo mieszkańców do zieleni i dziennego światła, czy do zachowania potrzebnych im punktów usługowych i garaży?

Mieszkańcy postanowili nie poprzestać na petycji – wiadomo, papier jest cierpliwy. Zainteresowali sprawą osiedlowych radnych, w październiku zapowiedziano też protest koło pawilonu z apteką.

fot. Darek Preiss

I oto miła niespodzianka: organizatorzy mogli zakomunikować mieszkańcom, że sprawa jest bezprzedmiotowa – chwilę wcześniej planiści wycofali się rakiem z forsowanie swoich pomysłów. Aktywiści, którzy przyszli protestować, przygotowując się na długą walkę, niespodziewanie mogli świętować swój sukces. Gdyby jednak nie zaangażowali się wcześniej, w sprawę na pozór nie do wygrania, nie mieliby czego świętować.

Okazuje się, że sprawa, która wydaje się z góry przegrana, wcale nie musi taką być. Mobilizacja lokalnej społeczności ma potencjał, który trudno przecenić. Nie mają racji ci, którzy twierdzą, że i tak nic się nie da zrobić. Na pewno nie uda się tylko wtedy, gdy ludzie nie wezmą spraw w swoje ręce zdając się na widzimisię urzędników naciskanych przez deweloperskie lobby.

fot. Darek Preiss

Szkoda, że tak rzadko w poznańskiej rzeczywistości udaje się zablokować szkodliwe plany zabudowy, tym niemniej czasami się udaje. To koronny argument za tym, by nie załamywać rąk i próbować. Do skutku.

Kropla drąży skałę. Im więcej takich lokalnych akcji, tym więcej ich zakończy się sukcesem. A im więcej takich lokalnych sukcesów, tym prędzej Poznań będzie miastem, w którym da się żyć.

Darek Preiss

Zobacz galerię zdjęć:

fot. Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *