
Zawsze byłem zwolennikiem Unii Europejskiej. Ostatnio jednak nie podoba mi się kierunek, w którym Unia idzie. Najważniejszą sprawą stają się zakrętki do butelek, kaucja za plastikowe butelki i tego typu rzeczy… Z horyzontu znika natomiast unijne być albo nie być.
Owszem ochrona środowiska jest ważna, natomiast są rzeczy ważniejsze… Myślę konkretnie o tym, że w tych czasach najważniejsza jest, czy ktoś chce, czy nie chce obronność… Mam wrażenie, że w Brukseli zapomniano, co to jest priorytet.
Zielony Ład obciąża kieszenie obywateli UE, zwłaszcza tych z biedniejszych krajów Europy środkowo – wschodniej. O ironio, tej najbardziej narażonej na rosyjska agresję. Tymczasem w skali globu ekologiczne skutki tego projektu można zaniedbać, zwłaszcza wobec nieskrępowanego trucia atmosfery przez USA i kraje południowo – wschodniej Azji. Jakoś tam nie widać chęci do ograniczenia emisji.
Nawiasem mówiąc, dziwnie w tym kontekście wygląda porozumienie z Mercour, otwierające europejskie rynki na żywność nie trzymającą unijnych standardów. To cena za eksport wyrobów przemysłowych z UE. wprawdzie Komisja europejska zapewnia, że jakość żywności się nie zmieni, ale organizacje konsumenckie i przynajmniej część ekspertów ma wątpliwości, wskazując na prawdopodobną presję grup interesów. Można więc olać ortodoksję? Można.
W tych niespokojnych czasach Unia Europejska powinna się skupić nie na stwarzaniu eko – pozorów, tylko na stworzeniu rzeczywistego potencjału obronnego – nie po to, żeby go użyć, ale po to, żeby odstraszać Rosję.Dopiero program SAFE może być, powoli, świadectwem zmiany priorytetów, ale to wciąż jedna wielka niewidoma…
Mamy w perspektywie w ciągu kilku najbliższych rat wojnę z tym krajem. Może niezbyt nowoczesnym, niedorastającym do doktryn klasyków jak Clausewitz, ale jednak dysponującym sporo siłą. Tymczasem, jak dotąd, wojskowego potencjału odstraszającego w UE brak…
Nie chodzi o to, żeby od razu budować wspólną europejską armię. Sojusz Północnoatlantycki w swoich najlepszych latach pokazał, że może stanowić realna siłę składając się z wojsk narodowych, wspólnie dowodzonych, mających wspólną logistykę i tak dalej..
Niestety w tej chwili jest to najważniejsza rzecz. Putin i jego Rosja rozumieją tylko język siły. Tych, których uważają za słabych lekceważą i napadają, a wciąż śnią o odbudowie imperium.
Niestety nie możemy liczyć w tej chwili na to, coraz mniej możemy na nie liczyć, zwłaszcza dopóki u steru Stanów Zjednoczonych, stoi małpa zwana zwyczajowo prezydentem, (gdy wół wejdzie do pałacu, pałac staje się oborą).
To nie czas pięknoduchów. My, Europejczycy możemy liczyć tylko na siebie.
Darek Preiss
