wtorek, 17 marca

Liczmy na siebie, nie prezenty od świata

Grafika: Chat GPT

 Zawsze byłem zwolennikiem Unii Europejskiej. Ostatnio jednak nie podoba mi się kierunek, w którym Unia idzie. Najważniejszą sprawą stają się zakrętki do butelek, kaucja za plastikowe butelki i tego typu rzeczy… Z horyzontu znika natomiast unijne być albo nie być.

Owszem ochrona środowiska jest ważna, natomiast są rzeczy ważniejsze… Myślę konkretnie o tym, że w tych czasach najważniejsza jest, czy ktoś chce, czy nie chce obronność… Mam wrażenie, że w Brukseli zapomniano, co to jest priorytet.

Zielony Ład obciąża kieszenie obywateli UE, zwłaszcza tych z biedniejszych krajów Europy środkowo – wschodniej. O ironio, tej najbardziej narażonej na rosyjska agresję. Tymczasem w skali globu ekologiczne skutki tego projektu można zaniedbać, zwłaszcza wobec nieskrępowanego trucia atmosfery przez USA i kraje południowo – wschodniej Azji. Jakoś tam nie widać chęci do ograniczenia emisji.

Nawiasem mówiąc, dziwnie w tym kontekście wygląda porozumienie z Mercour, otwierające europejskie rynki na żywność nie trzymającą unijnych standardów. To cena za eksport wyrobów przemysłowych z UE. wprawdzie Komisja europejska zapewnia, że jakość żywności się nie zmieni, ale organizacje konsumenckie i przynajmniej część ekspertów ma wątpliwości, wskazując na prawdopodobną presję grup interesów. Można więc olać ortodoksję? Można.  

W tych niespokojnych czasach Unia Europejska powinna się skupić nie na stwarzaniu eko – pozorów, tylko na stworzeniu rzeczywistego potencjału obronnego – nie po to, żeby go użyć, ale po to, żeby odstraszać Rosję.Dopiero program SAFE może być, powoli, świadectwem zmiany priorytetów, ale to wciąż jedna wielka niewidoma…

Mamy w perspektywie w ciągu kilku najbliższych rat wojnę z tym krajem. Może niezbyt nowoczesnym, niedorastającym do doktryn klasyków jak Clausewitz, ale jednak dysponującym sporo siłą. Tymczasem, jak dotąd, wojskowego potencjału odstraszającego w UE brak…

Nie chodzi o to, żeby od razu budować wspólną europejską armię. Sojusz Północnoatlantycki w swoich najlepszych latach pokazał, że może stanowić realna siłę składając się z wojsk narodowych, wspólnie dowodzonych, mających wspólną logistykę i tak dalej..

Niestety w tej chwili jest to najważniejsza rzecz.  Putin i jego Rosja rozumieją tylko język siły. Tych, których uważają za słabych lekceważą i napadają, a wciąż śnią o odbudowie imperium.

Niestety nie możemy liczyć w tej chwili na to, coraz mniej możemy na nie liczyć, zwłaszcza dopóki u steru Stanów Zjednoczonych, stoi małpa zwana zwyczajowo prezydentem, (gdy wół wejdzie do pałacu, pałac staje się oborą).

To nie czas pięknoduchów. My, Europejczycy możemy liczyć tylko na siebie.

Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube