
Mającej taka prasę, że można już chyba straszyć nią dzieci. Chodzi o Strefę Płatnego Parkowania. Tymczasem to dobrodziejstwo przede wszystkim dla tych, którzy protestują najbardziej, czyli potencjalnych mieszkańców strefy.
Straszakiem na nich jest konieczność wykupienia rocznego identyfikatora, by uniknąć kupowania biletów parkingowych pod własnym domem.
Czy ten diabeł naprawdę taki straszny, jak go malują?
Za pierwsze auto mieszkaniec musi zapłacić ryczałtem 40 złotych za miesiąc parkowania, czyli 480 złotych rocznie. Za drugie już 200 złotych (2 400 złotych rocznie). Kolejne będą mogły parkować na zasadach takich, jak wszyscy kierowcy. Osoba niepełnosprawna, z dysfunkcją narządu ruchu, zapłaci natomiast za miesiąc tylko pięć złotych (60 na rok). Taki abonament może być tylko jeden na gospodarstwo domowe.
System preferuje więc korzystających z samochodu umiarkowanie, uderzy natomiast w prowadzących na swoich posesjach uciążliwą działalność gospodarczą, związaną z dużą liczbą klientów.
Porównajmy: parkowanie przez godzinę dziennie z abonamentem to koszt 480 złotych rocznie, a więc około pięciu groszy za godzinę lub, licząc inaczej, za złotówką zaparkujemy przez 18,25 godzin parkowania, a doba będzie nas kosztować, 1,32 złotego.
Kierowca bez abonamentu za parkowanie tylko przez godzinę dziennie zapłaci 1200 złotych rocznie
Warunkiem jest zameldowanie (stałe lub czasowe) w Poznaniu.
Jeszcze drożej będą mieli kierowcy niebędący mieszkańcami: pierwsza godzina będzie ich kosztować 5, druga 7,50 a kolejne 9,50 złotych. Nieco taniej będą mieli płacący w Poznaniu podatki (wyliczenia te nie dotyczą ścisłego centrum i Jeżyc, gdzie jest drożej).

Nie są to kwoty zaporowe, w porównania z kosztem używania i utrzymania samochodu. Wyraźnie widać, że preferowane są rodziny, w których jest jeden samochód i, rzecz jasna, osoby mające trudności z poruszaniem się.
W sytuacji, gdzie miejsc parkingowych brakuje dla samych mieszkańców to co najmniej zrozumiałe. Bezsporne jest tutaj, że jakich zaklęć by nie używać, miejsca nie przybędzie, a nawet rabunkowa gospodarka przestrzenią (kosztem zieleni, terenów rekreacyjnych i tym podobnych) ma swoje, fizyczne granice.
Co mieszkańcy strefy zyskują? O czym mówiono wielokrotnie, możliwość parkowana pod swoim domem bez krążenia w kółko. Nie zajmują miejsc (bo za drogo) przede wszystkim przyjezdni, parkujący „na gapę”, czyli za darmo, zabierając możliwość parkowania miejscowym.
Broniącym się przed strefą, jak przed zarazą czy też diabłem, warto zwrócić uwagę na jedno zjawisko niemające wyjątków – przyjezdni z miejsc, gdzie strefa działa, przenoszą swoje samochody poza jej granice. Działają niczym ciecz – zwiększając tłok poza granicami strefy. Słowem – gdy inni poprawią sobie warunki parkowania, wy przejmiecie ich problemy.
Poprawa warunków parkowania dzięki strefie ma jeszcze jedno oblicze: otóż jest to również poprawa jakości życia.
Zyski ze strefy nie wpadają w czarną dziurę miejskiego budżetu. Są przeznaczane na inwestycje w pasie drogowym (zwłaszcza przeciwnicy stref płatnego parkowania powinni wiedzieć, co to takiego). W praktyce pieniądze te są wydawane tam, gdzie strefy wprowadzono. Najbardziej spektakularne inwestycje to remonty chodników, porządkowanie przyulicznej zieleni i sadzenie nowych roślin. Widać to doskonale w centrum, na Łazarzu, podobnie zaczyna się dziać na Jeżycach.
Może przeciwnikom strefy komfort życia jest obojętny?
Darek Preiss
