
Tak zwana poprawność polityczna zatacza coraz szersze kręgi. Ostatnio modne zrobiło się, powtarzane co krok z okazji każdej mroźnej pogody, pojęcie „kryzysu bezdomności”. Jak w przypadku wielu poprawnych politycznie pojęć, ma ono to do siebie, że zaciemnia obraz sytuacji. Bowiem bezdomny bezdomnemu nierówny.
Warto nie tylko współczuć, ale przede wszystkim pomóc tym, których w bezdomność wpędziły okoliczności od niech niezależne, jak choroba, eksmisja, wojna wreszcie czy inna katastrofa. Tu rzeczywiście można mówić o kryzysie, i robić wszystko, by przewrócić tym osobom normalny dach nad głową. Takich osób nie należy skazywać na schronisko, przypominające raczej skrzyżowanie koszar z więzieniem pełne wszelkich patologii, niż miejsce do życia.
Bezdomność ma jednak także inne oblicze: są ludzie, którym taki styl życia najzwyczajniej pasuje. Nazywanie ich w sposób pejoratywny nie jest najlepszym pomysłem, jednakże nie należy mówić w tym przypadku o kryzysie. Koczowniczy tryb życia jest w gruncie rzeczy starszy, niż osiadły. To osiadły jest historycznym wynalazkiem naszego gatunku.
Tym, który koczowniczy styl życia odpowiada (sporo do powiedzenia ma tu, niestety, alkohol czy narkotyki, ale każdy ma prawo się truć) należy zapewnić, na ile są tym zainteresowany, ciepły posiłek i schronienie w chłody, odzież i inne potrzebne w życiu przybory przez cały rok, jesteśmy wszak ludźmi cywilizowanymi. Jest wiele organizacji, które takie potrzeby zaspakajają, i dobrze. Z drugiej strony, należy od każdego egzekwować przestrzeganie takich kwestii jak przestrzeganie prawa i utrzymanie wokół siebie porządku, wszystko w myśl zasady: „żyj i daj żyć innym”.
Nie mówmy o kryzysie tam, gdzie chodzi o styl życia – co do zasady ani lepszy, ani gorszy niż osiadły.
Darek Preiss
