sobota, 11 kwietnia

Hitlerowcy upiekli dwie pieczenie naraz

fot. IPN

Dlaczego uważam, że Powstanie Warszawskie było więcej niż błędem? A skutki będą jeszcze długo widoczne próbuję to wyjaśnić poniżej. Zniszczyli zarówno tkankę społeczna miasta, jak i urbanistyczną. Taka rocznica nastraja do refleksji.

Jest takie powiedzenie: Powstanie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, politycznie przeciw Sowietom, propagandowo przeciw Anglosasom a faktycznie przeciw Polakom – przypisywane jest Pawłowi Jasienicy, choć pewności brak.

Nie tu miejsce i czas, by dywagować nad okolicznościami, które do Powstania Warszawskiego doprowadziły, to tematy na osobny tekst (obiecuję, że na dniach go napiszę). Skupmy się na skutkach:

W wyniku Powstania zagładzie uległa równocześnie tkanka społeczna jak i urbanistyczna. To miało ogromne znaczenie.

Wielokrotnie w historii zdarzało się, że najeźdźcy zrównali z ziemią jakieś miasto, a pozostali przy życiu mieszkańcy lub przyjezdni je odbudowywali.

Bywało i tak, że – vide Wrocław – zwycięzcy wywieźli wszystkich niemal mieszkańców, pozostała za to tkanka urbanistyczna, która po latach, w relatywnie krótkim czasie, stworzyła w miejsce dawnej, zastanej materialnej kultury społeczność nową – złożoną z mieszkańców, którzy przybyli na miejsce wywiezionych.

W przypadku Wrocławia byli tu przede wszystkim polscy imigranci z kresów, udało się też przenieść niektóre kresowe instytucje, vide Ossolineum.

Tymczasem w Warszawie po Powstaniu 1944 zagładzie uległy obie tkanki – społeczna i urbanistyczna.

W efekcie powstała czarna dziura, próżnia. Owszem, pewna liczba ocalałych mieszkańców wróciła do miasta ruin, jednakże przede wszystkim tę próżnię zaczęli zaludniać przybysze z Warszawą niemający wcześniej nic wspólnego, natomiast dobrze wiedzący, gdzie leżą konfitury.

Centralistyczny ustrój państwa po wojnie temu sprzyjał – do miasta ruin ściągali w dużej mierze łasi na szybką karierę we władzach, z czasem też duże pieniądze – Warszawa stała się wszak przede wszystkim centrum administracyjnym.

Antagonizm Warszawa – prowincja (jak pogardliwie niektórzy mieszkańcy stolicy nazywają resztą kraju) nie wziął się znikąd, zwłaszcza, że „cały naród budował swoje stolicę”. Tyle, że całego narodu nikt nie pytał o zdanie, za to szaber cegieł i nie tylko szedł na całego.

W dużej mierze, do dzisiaj niewiele się zmieniło. Warszawa to przede wszystkim miasto centralnej administracji (spróbuj zrobić większą karierę gdzie indziej) i siedzib międzynarodowych spółek (wszak dobrze być blisko pańskiej klamki).

Być może, a nawet na pewno, będzie to kiedyś normalne miasto, konstytucyjna stolica w takim sensie, jak to bywa w zachodnich demokracjach. O ile nie zdarzy się kolejny kataklizm. Ale na to poczekamy jeszcze, obawiam się, całe pokolenia.

Darek Preiss

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

https://www.facebook.com/aglomeracja.net
YouTube