Władza się odmachnęła. Na odlew

fot. Pixabay

Rząd przed Sylwestrem i feriami zimowymi gwałtownie zareagował na kpiny z dziurawych covidowych obostrzeń oraz ostentacyjne niemal lekceważenie i obchodzenie zakazów. Zareagował, jak to zwykle bywało – jak obuchem. Znowu mamy konwulsyjny zwrot o 180 stopni, ku prawdziwemu przerażeniu przedsiębiorców liczących dni do bankructwa.

Zaraz po świętach, od 28 grudnia, jak obwieścił minister zdrowia Adam Niedzielski, zamknięte zostaną niemal wszystkie sklepy w galeriach handlowych, z wyjątkiem spożywczych, aptek i drogerii. Ale już na przykład sklepy z artykułami dla zwierząt działać nie będą mogły. Czyżby domowe zwierzęta planowały na ten czas strajk głodowy? Problem ten pojawił się już na wiosnę, widać, władzy niczego to nie nauczyło.

Nie trzeba dodawać, że właścicielom zamykanych sklepów i tak po dwóch falach zachorowań ledwo przędących, wiadomość uderzyła jak cepem, a włosy stanęły dęba. Kto natomiast planuje, dajmy na to, remont na początku roku, musi się sprężać.

Konia z rzędem temu, kto odpowie, co galerie handlowe maja wspólnego z feriami? Czyżby chodziło o grupki młodzieży przesiadujące na korytarzach tych przybytków?

W noc sylwestrową przypomnimy sobie ponadto stan wojenny – od 19 wieczorem do szóstej rano obowiązywać będzie godzina policyjna. Komu zabraknie alkoholu, będzie się męczył na kacu. Petardy będą mogli odpalać tylko dysponujący własnymi ogródkami. Nic to, że prawnicy zmiażdżyli ten zakaz jako całkowicie bezprawny. Nie pierwszy, nie ostatni.

Młodzież ma gorzej – ma permanentną godzinę policyjną od ósmej rano do 16, kiedy to może wyjść z domu tylko z opiekunem.  Swoja drogą, ciekawe, dlaczego akurat te godziny, bo chyba nie w ramach walki z wagarami?

Od 28 styczna zamknięte będą też stoki narciarskie, wcześniej otwarte, jak ujawniły media, na osobistą interwencję prezydenta Andrzeja Dudy, zapalonego narciarza. Czyżby już się najeździł?

Zamknięcie stoków to było ze strony PiS-u prawdziwe bohaterstwo, albo raczej akt ostatecznej desperacji: Podkarpacie jest od zawsze rezerwuarem elektoratu tej partii, a górale, a więc najbardziej zainteresowani narciarskim biznesem, w szczególności. Oni też liczyli w ferie na zarobek przez cichy wynajem kwater przyjezdnym.

Zamknięte będą też wszelkie hotele – to nerwowa reakcja na powszechne podróże prywatne pod szyldem wyjazdów służbowych. Zabronione będą też zimowiska organizowane dotąd pod szyldem zgrupowań sportowych. Aż zal, taki usportowiony mieliśmy ostatnio naród…

Jeżeli komuś przyjdzie do głowy odpoczywać za granicą, jest kara i na to – 10 dniowa kwarantanna po powrocie. Nie rozumiem jednak, dlaczego dotyczyć ma tylko podróżujących transportem zbiorowym i trwać akurat tyle czasu – wszak wirus wylęga się nawet do dwóch tygodni?

Na razie nie zapadła decyzja co do zakazu poruszania się między miastami w czasie ferii, choć wiadomo, że była rozważana. Cóż, patrole na rogatkach miast to nie taka prosta logistycznie operacja, w dodatku byłyby kolejnym wspomnieniem stanu wojennego.

Taki stan rzeczy ma trwać najpewniej do końca ferii, co najmniej do 17 stycznia (czyżby przypadkowo była to data wyzwolenia Warszawy?).

Nikt chyba nie wyobraża sobie, co dalej, zwłaszcza, że rząd nie poniechał bynajmniej myśli o  hurtowym wypuszczeniu, pod koniec stycznia, dzieci i młodzieży do szkół.

Rządzący chyba bardzo się tego boją – od piątku z obozu premiera Mateusza Morawieckiego znowu słychać pohukiwania, że rozważane są kolejne zakazy związane z przemieszczaniem się. Zapewne znowu bez wypowiedzenia społeczeństwu stanu wyjątkowego.

Jeżeli to nie jest lockdown, przepraszam, bardziej patriotycznie brzmi brzmi narodowa kwarantanna, to co nią jest?

Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *