Ludzi coraz więcej, temperatura coraz wyższa

fot. Strajk Kobiet Poznań

Wczorajszy protest przeciwko zakazowi przerywania ciąży zgromadził rekordową liczbę uczestników. Był największy z dotychczasowych, i wszystko wskazuje na to, że nastroje bynajmniej nie stygną. Raczej wchodzi w grę kierunek przeciwny.

Wczorajsze wydarzenia w mieście poprzedził powszechny strajk: bardzo wiele kobiet nie pojawiło się w pracy. Wielu też pracodawców poszło im na rękę.

fot. Ela Preiss

Klucz był prosty – zależny od światopoglądu pracodawcy. Najlepiej było to widać w przypadku instytucji publicznych: w strukturach urzędu miasta i podległych mu instytucji, a także w samorządzie województwa, strajkujące spotkały się ze zrozumieniem i ułatwieniami, podobnie na wyższych uczelniach. Natomiast ultraprawicowy wielkopolski kurator oświaty Robert Gaweł rzucał gromy i groził  nauczycielkom.

fot. Strajk Kobiet Poznań

Popołudnie rozpoczęło się o godzinie szesnastej Technoblokadą u zbiegu Świętego Marcina i Ratajczaka. Przy dźwiękach muzyki Techno protestujący zablokowali skrzyżowanie, po czym ruszyli w stronę Ronda Kaponiera. Blokada głównej ulicy miasta była całkowita.

Tu zdarzyło się coś dziwnego: protest zakłócili kibole Kolejorza. Samo w sobie byłoby to w Poznaniu zjawiskiem normalnym, ale zachowywali się tak, jakby mieli schizofrenię: z jednej strony bluzgali na lewicową Antifę, z drugiej – nieśli wielki baner z komunikatem pod adresem PiS: „Za naród podzielony piekło was pochłonie”. Wszak to to samo środowisko, które stoi za przemocą wobec demonstrujących w obronie kobiet w niedziele przed katedrą. Niestety, także na Kaponierze doszło do aktów przemocy. Ciekawe, czy kibole to dalej jednolity front? W skali kraju na pewno nie.

Później demonstranci przenieśli się na Plac Wolności. Tylu ludzi plac chyba jeszcze nie widział: kto przyszedł później, mógł najwyżej obserwować protest z daleka. Demonstracja przypominała te, które znamy z Europy Zachodniej, gdzie obywatele są przyzwyczajeni do radykalnej ochrony swoich praw.

fot. Strajk Kobiet Poznań

Hasła podobnie radykalne, rodem ze stadionowego języka. Jakże inne, niż cztery lata temu przy pierwszych Czarnych Protestach. Widać, że coś pękło i rządzącym udało się wyczerpać cierpliwość obywateli, a kościół, z instytucji powszechnie szanowanej awansował, przynajmniej dla dużej części społeczeństwa, do rangi wroga publicznego. Hasła „to jest wojna” i „wypierdalać” oraz podobne raczej nie wzięły się znikąd.

Przeciwko Strajkowi Kobiet na Placu Wolności usiłowały protestować środowiska Pro – Life. Usiłowały to dobre słowo – zamiast zapowiadanego żywego muru (jak się to ma do przepisów sanitarnych?) zjawiła się garstka osób.

Następnie protestujący przeszli o rzut beretem, na Młyńską, pod biuro PiS. Pochód przyswoił sobie nieco kibolskich rekwizytów: nie zabrakło rac. Hasła podobnie radykalne jak dotąd, pisane i skandowane często stadionowym językiem. Protestujący nie zadowolą się się przywróceniem tak zwanego kompromisu aborcyjnego: żądają dymisji rządu i pełnego rozdziału państwa od kościoła.

Pochód wrócił na Plac Wolności, gdzie tłum był jeszcze większy. Według szacunków, w szczytowym momencie protestowało nawet 30 tysięcy osób.

Demonstrantów zaatakowała kilkudziesięcioosobowa grupa kontrmanifestantów. Wiele nie wskórali, choć doszło do przepychanki. Policja zatrzymała dwóch napastników. Na koniec tłum tradycyjnie ruszył pod katedrę, choć było wiadomo, że na demonstrantów czeka tam samozwańcza straż kościoła złożona z kiboli.

fot. Strajk Kobiet Poznań

Tym razem nie doszło do bezpośredniej konfrontacji: obie grupy oddzielił od siebie kordon policji. Pewnie dobrze się stało – stadionowi bandyci słyną wprawdzie z agresji i skłonności do fizycznej przemocy, protestujących w obronie kobiet było jednak wielokrotnie więcej, a po niedzielnym napadzie na studentkę byli zapewne na konfrontację przygotowani. Drugi raz by się nie dali zaskoczyć, co tak ucieszyło w niedzielę szalikowych bandytów.

Na wczorajszym proteście po raz pierwszy obecni byli obserwatorzy z Urzędu Miasta. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, tak jak zapowiedział, wysłał ich na demonstrację, by monitorowali jej przebieg. Jak zaznaczył na wcześniejszej wideokonferencji prasowej, obserwatorzy mają między innymi śledzić zachowanie się policji. W dniach poprzednich zdarzały się skargi, że funkcjonariusze nie reagują, gdy prawicowe bojówki biją uczestniczki protestu.

darp

Czy protesty przeciwko zakazowi aborcji doprowadzą do przesilenia na scenie politycznej?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.