Lepiej późno niż wcale……

Fot. Darek Preiss. Kwiaty pod pomnikiem kryptologów

W Poznaniu nie trzeba nikomu przedstawiać postaci genialnych matematyków i kryptologów Mariana Rejewskiego, Henryka Zygalskiego i Jerzego Różyckiego, którzy łamiąc niemiecki szyfr maszynowy Enigmy sprawili, że alianci zaglądali w niemieckie plany wojenne jak w otwarte karty. Niestety, ten największy atut, jakim w tych trudnych czasach posiadało państwo polskie został zaprzepaszczony.

Dopiero przedwczoraj trójka kryptologów została, pośmiertnie, odznaczona medalami Alumno Bene Merenti, przyznawanymi przez Senat Uniwersytetu im. a Mickiewicza absolwentom, którzy rozsławili uczelnie w świecie nie będąc jej pracownikami. Przypomnijmy, że kryptolodzy mają swój pomnik przed poznańskim Zamkiem, gdzie z okazji uroczystości wręczenia medali złożyły kwiaty delegacje władz i środowiska akademickiego. W ogóle, ostatnio na te trójkę spada, dużo po czasie, prawdziwy deszcz honorów. Szkoda, że ich praca posłużyła przede wszystkim cudzej chwale…

Podali na tacy

Fatalny w skutkach okazał się błąd rządzących wywiadem II Rzeczypospolitej, by bezwarunkowo podzielić się szczegółami swojego wynalazku, zdolnego rozszyfrowywać niemieckie depesze radiowe. Zapomnieli oni, że w polityce nie ma słowa „wdzięczność”. Innymi słowy, że największy atut jaki miała Polska, wciśnięta pomiędzy wrogie mocarstwa, został jeszcze przed wybuchem wojny oddany za darmo aliantom, którzy to skwapliwie wykorzystali w swoim interesie, przyznając się też do autorstwa maszyny deszyfrującej, co było nieprawdą. Do dzisiaj autorstwo tak zwanej „Bomby” deszyfrujące wielu przypisuje Brytyjczykowi Alanowi Turingowi zapominając, że jego konstrukcja była zainspirowana przez urządzenie skonstruowane uprzednio przez Rejewskiego. Brytyjskie osiągnięcia, mimo ogromnej nad Polakami przewagi techniczno – finansowej były tylko kolejnymi modyfikacjami osiągnięć naszych rodaków. Metody trzeba też było doskonalić w miarę, jak Niemcy komplikowali działanie maszyn szyfrujących.

Puste ręce Polaków

Sukcesy w łamaniu niemieckich szyfrów nie mogły ocalić przed klęską Polski z jej słabą armią przed najazdem z dwóch stron, mogły natomiast stanowić, przynajmniej do pewnego stopnia, atut w bezpardonowej grze z sojusznikami, którzy coraz bardziej wiążąc swe powodzenie wojenne ze Stalinem i jego ZSRR, coraz bardziej traktowali Polskę jako kulę u nogi, niż sojusznika. W brutalnej grze interesów Polacy nie mieli już wtedy nic, co stanowiłoby dla aliantów wartość godną uwagi. Polaków z wojsk na Zachodzie nie zaproszono nawet na defiladę zwycięstwa, a Stalin dostał całkowicie wolną rękę na wschód od Łaby. Zemściło to się już wkrótce, w postaci Zimnej Wojny.

Darek Preiss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *