Kostki domina ruszyły?

fot. Twitter Adriana Zandberga

Czy to kolejny odosobniony strajk, czy zapowiedź nowych relacji pomiędzy pracodawcami a pracownikami? – najbliższy czas pokaże. Wraca społeczeństwo klasowe, które ponoć już powędrowało na cmentarz historii?

Rozpoczęty tydzień temu strajk generalny w fabrykach Solarisa to niby zwykły spór płacowy, jakich wiele, ale wymyka się dotychczasowym schematom. Może być zapowiedzią czegoś nowego.

Konflikt tlił się od miesięcy, nie budząc wielkiego zainteresowania otoczenia, ale gdy już wybuchł, znalazł się w centrum uwagi.

Protesty na tle płacowym kojarzyły się dotąd z firmami w marnej kondycji, zagrożonych bankructwem lub likwidacją, których pracownicy plasują się w płacowym ogonie.

Solaris jest zupełnie inny- to gwiazda wielkopolskiego, ale i krajowego biznesu, zdobywające przebojem nowe rynki i wdrażająca zaawansowane technologie, w świetnej kondycji finansowej. Również pracownicy tej spółki na tle regionu nie zarabiają źle. Dlaczego więc tam?

Warto zauważyć, że protest zjednoczył (czy tylko na chwilę?) antagonistyczne, a nawet wrogie centrale związkowe, zbiera też poparcie w zakładach całej polski i działaczy związkowych, nie tylko tych najbardziej radykalnych, jak „Inicjatywa Pracownicza”. No, i szybko skłonił do działania parlamentarzystów.

fot. Twitter Agnieszki Dziemianowicz – Bąk

Strajk z górnej półki

Interesująco widzi tę kwestię profesor Rafał Drozdowski z Wydziału Socjologii UAM, czemu dał wyraz w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej”.

Zdaniem profesora przyczyną strajku nie jest tylko to, że w Polsce dzieje się źle i szaleje inflacja. Także dlatego – i to jest nowa jakość – że w firmie dzieje się dobrze, a akcjonariusze i zarząd mają się czym w tych trudnych czasach podzielić z załogą.

Strajkujący licytują wysoko – 800 złotych dla każdego – ale wszak chodzi o firmę z ponad trzema miliardami obrotu w zeszłym roku, z czego ponad 100 milionów to czysty zysk.

Oczywiście, kwota zawarta w ewentualnym porozumieniu będzie na pewno niższa, ale gra ruszyła. Zarząd na razie gra na przeczekanie, proponuje 200 złotych i to po uważaniu. Związkowcy uważają, że faworyzuje menadżerów, szefowie zapewniają, że chodzi o docenienie pracowników bezpośrednio produkcyjnych.

Inflacja dała sygnał

Profesor Drozdowski uważa, że protest w Solarisie może być początkiem  fali strajków, bo kurczenie się zasobów portfela odczuwają wszyscy, dalszych protestów nie można więc wykluczyć.

Nie wszystkie mogące zdecydować się na strajk firmy są jednak w podobnej sytuacji – impuls do uzewnętrznienia presji płacowej dają te dobrze prosperujące, ale źle się dzieje także w tych gorzej sobie radzących – tam presja może być niebezpieczna dla kondycji, a nawet istnienia firmy.

Głodem nie wezmą

Profesor Drozdowski zwraca uwagę, że, co zwiększa szanse protestujących, strajk jest zorganizowany, prowadzone są też zbiórki na rzecz jego uczestników, co w dobie internetowych zrzutek jest łatwiejsze, niż u zarania historii związków zawodowych. Zarządowi nie będzie więc najpewniej łatwo ze strajkującymi – zdeterminowanymi i dysponującymi zapleczem finansowym.

Na razie, po wybuczeniu prezesa Javiera Callei zarząd wybrał taktyczne – ponoć ma to coś wspólnego z Covidem –  milczenie. Zapowiedziane na piątek rozmowy zostały odwołane, a reprezentanci Rady Dialogu Społecznego i Konfederacji Pracy nie zostali wpuszczeni do fabryki, choć dzień wcześniej prezes spotkał się w hali z ponad setką protestujących.

Ale coś zarząd będzie musiał zrobić. Władze spółki utrzymują wprawdzie, że produkcja idzie bez zakłóceń (czemu związkowcy zaprzeczają) ale pata nie da się przeciągać w nieskończoność. Tymczasem, na jutro zapowiedziano dużą pikietę przed bolechowskim zakładem. Zapowiedział się szef Solidarności Piotr Duda.

Koniec mitu społeczeństwa postklasowego?

Najciekawszym spostrzeżeniem profesora Drozdowskiego ,wprost dotyczącym materii socjologicznej jest to, że zantagonizowane centrale związkowe przemówiły jednym głosem. Widzi tu powrót do poczucia wspólnoty interesów pracujących, zajmujących podobne miejsce w przestrzeni między pracą a kapitałem.

Od upadku PRL-u dominowała ideologiczna wrogość między związkami z różnych central  i ich różny stosunek do rządzących – nasi, wymagający parasola ochronnego, versus obcy których trzeba rewindykować.

Pękają mury wzniesione w latach transformacji ustrojowej. A jeszcze niedawno wydawało się pewnikiem, ba, aksjomatem, że społeczeństwo klasowe odeszło do historii wraz ze zmierzchem wielkiego przemysłu, fabryk zatrudniających dziesiątki tysięcy załogi.

Darek Preiss

Czytaj też: Solaris stoi, czy nie całkiem?

2 odpowiedzi do “Kostki domina ruszyły?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.