Dlaczego popieramy protest mediów?

Nie, żebyśmy kochali reklamę. Wręcz przeciwnie – uważamy, że napędza szaleńczy konsumpcjonizm i w dzisiejszych czasach przynosi wiele negatywnych skutków. Konsumpcjonizm przyczynia się między innymi do dewastacji środowiska i erozji relacji społecznych. Jest jednak coś gorszego: zależność od autorytarnej władzy.

Sami z rynkiem reklamy nie mamy nic wspólnego i nie chcemy wpaść w tę pułapkę, w jaką wpadają wszystkie bez wyjątku media korporacyjne. O wiele bardziej wiarygodne są te utrzymujące się z dobrowolnych datków odbiorców.

Protestujące redakcje, które dotknie podatek od reklam podkreślają, że są bezstronnymi strażnikami prawdy i niezależności. To nieprawda – zależność od biznesu nie jest ani trochę lepsza niż zależność od polityków.

Taka zależność równie skutecznie knebluje: „wicie, towarzyszu, prezesie, rozumicie, są takie i takie oczekiwania tu i tam”. Zresztą, światy biznesu i polityki tak się ze sobą splatają, że granicy nie sposób już wyznaczyć.

Media korporacyjne przekonują, że muszą odbiorcy (widać, nie do końca rozgarniętemu) tłumaczyć, gdzie w zalewie fake newsów społecznościowych szukać prawdy. Bo ponoć jako zawodowcy wiedzą lepiej.

Nie wiedzą albo i nie chcą. Często odgrywają rolę nieformalnych rzeczników różnych grup interesów.

Nam chodzi o coś innego – podatek od reklam ma być kijem bejsbolowym wymierzonym w te media, które są solą w oku rządzącym nami dzisiaj zamordystom. Pokorne, prorządowe, prokościelne i radykalnie prawicowe media nic na proponowanej daninie nie stracą.

Nie ma obiektywnych redakcji, tak, jak nie ma ludzi bez poglądów. Cenny jest natomiast pluralizm – gdy odbiorca może zapoznać się z różnymi punktami widzenia.

Na to, by pluralizm zniknął, nie ma naszej zgody. I nie będzie.

Zespół Aglomeracji

Tekst listu otwartego mediów do władz RP i liderów politycznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *