Demonstracja siły pod kliniką na Polnej

fot. Darek Preiss

Spory oddział policji został dzisiaj użyty do ponoć rutynowej interwencji podczas pikiety przed bramą kliniki. Był to kolejny protest przeciwko ostentacyjnym modlitwom działaczy anti – choice w tym miejscu. Policja nie była brutalna, ale z pewnością nie była też bezstronna.

Pikieta od początku była pokojowa – aktywistki ustawiły się w ten sposób, że trzymane przez nie plakaty układały się w znany powszechnie numer telefoniczny, pod którym można szukać pomocy w przerwaniu ciąży.

Protestujące położyły też na chodniku klepsydry upamiętniające kilka kobiet zmarłych wskutek powikłań związanych z nielegalnymi aborcjami.

Kobiety (wraz w towarzyszącymi im mężczyznami) ustawiły się na chodniku przed kościelnymi działaczami, regularnie odprawiającymi w soboty tym miejscu głośny różaniec, mający być publicznym przebłaganiem za „grzech aborcji”. Nawiasem mówiąc, modlono się także za nawrócenie masonów – coś jakby żywcem wyjęte z czasów kontrreformacji.

Solidne nagłośnienie sobotnich modlitw przed kliniką sprawia, że pacierze są bardzo dobrze słyszalne w okolicy – na co już nie raz skarżyły się pacjentki, dyrekcja szpitala i okoliczni mieszkańcy. Bez powodzenia. Ani policja, ani Urząd Miasta nie przywołały religijnych ortodoksów do porządku, choć miasto widzi problem, o czym świadczy stanowisko rzeczniczki prasowej UM. Także dzisiaj obecny na Polnej obserwator z Urzędu Miasta bezradnie rozłożył ręce. Przyznał, urząd jest w tej kwestii bezradny.

Antyaborcjoniści demonstrują tam na podstawie PiS–owskiego przepisu o „zgromadzeniach cyklicznych” wymyślonego pod takie imprezy jak miesięcznice smoleńskie, czy marsze niepodległości.

Dziś na Polnej jest to o tyle niezrozumiałe – choć przez władze tolerowane – że w czasie pandemii nie mogą odbywać się żadne zgłoszone wcześniej zgromadzenia, jeżeli liczą więcej niż pięć osób. Zdaniem policji, liczba ta nie została przekroczona, ale wystarczyło umieć liczyć do dziesięciu, by się przekonać, że funkcjonariusze mają problem z arytmetyką, co ponoć było domeną Milicji Obywatelskiej.

To zresztą bez większego znaczenia – pięcioosobowy limit na demonstracjach został wprowadzony rozporządzeniem, a nie ustawą, a więc w sposób sprzeczny z Konstytucją. Sądy nie są tym „przepisem” związane. Nie pierwszym takim i zapewne nie ostatnim.

Kobiety protestujące przeciwko głośnym modlitwom przed szpitalem i epatowaniu zdjęciami rozkawałkowanych płodów śpiewały po cichu coś, co brzmiało jak kolędy. Trzeba było dobrze się przysłuchać, by odkryć, że melodia wprawdzie znana, ale tekst inny – ze śpiewnika pod tytułem „Aborcję na żądanie ześlij nam Panie” kolportowanego na protestach.

Policja już czekała na rozpoczęcie protestu w liczbie pozwalającej spacyfikować znacznie większą demonstrację. Ich samochody zaparkowały na szpitalnym parkingu.

Pierwsze minuty przebiegły spokojnie, potem policja ruszyła do legitymowania protestujących przeciwko głośnym modlitwom – najwyraźniej na komendę, bo cały oddział, dowodzony przez aż dwóch oficerów w randze komisarzy, ruszył się w jednej chwili. Jak później powiedziano dziennikarzom, to wskutek donosu, jakoby kobiety zakłócały kościelną imprezę.

Policja od początku zachowywała się stronniczo – przystąpiła do legitymowania tylko protestujących przeciwko głośnym modlitwom, choć regułą przy każdej interwencji – także na przykład domowej – jest to, że spisuje się wszystkich mających ze sprawą cokolwiek wspólnego. Tu ograniczono się do tych, których wskazał autor donosu.

Na miejscu obecni byli – obok mundurowych – także funkcjonariusze z wielokrotnie chwalonego zespołu antykonfliktowego. Tym razem ograniczyli się do uświadomienia legitymowanym, że odmowa podania danych osobowych skutkować będzie zatrzymaniem i odwiezieniem na komisariat. Niestety, takie mamy w Polsce prawo.

Legitymowanie to niby nic złego, jak zapewniali sami policjanci. Faktycznie, dzisiaj w Poznaniu nie doszło do przepychanek, bicia pałkami , łamania rąk czy psikania gazem w oczy.

Jednakże osoby spisane mogą w niedalekiej przyszłości spodziewać się kłopotów – choćby oskarżeń ze strony działaczy kościelnych o zakłócanie ich manifestacji. Wiedząc, że sprawą zajmą się prokuratorzy Zbigniewa Ziobry, nietrudno przewidzieć, w która stronę pójdzie postępowanie.

W tle mamy niedawne odwołanie wojewody Łukasza Mikołajczyka – ponoć za uchybienia w sprawie samowoli budowlanej w Stobnicy, wiemy jednak, że wielu PiS-owskim jastrzębiom w regionie wydawał się on za miękki, gdy idzie o pacyfikowanie kobiecych protestów. Faktycznie, na tle innych miast Polski, a zwłaszcza Warszawy, w Poznaniu było dotąd dość spokojnie. Pisaliśmy o tym tutaj.

Dzisiejsza akcja funkcjonariuszy różniła się zasadniczo od pokojowego zabezpieczania pokojowych protestów w minionych tygodniach. Czyżby zapowiedź nowego kursu wielkopolskiej policji?

Darek Preiss

Stanowisko Urzędu Miasta w sprawie antyaborcyjnych pikiet na Polnej można znaleźć tutaj

Zobacz fotoreportaż:

fot. Darek Preiss

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *