Dbają głównie o siebie

fot. Darek Preiss

Gdy w Poznaniu pojawiły się znowu złowieszcze strefy wydzielone w tramwajach i autobusach – złowieszcze, bo przypominające o panice pierwszych tygodni pandemii – uruchomiły najgorsze skojarzenia. Okazuje się, że poznańskie MPK postanowiło, w obliczu kolejnej fali zakażeń, dodatkowo zadbać o zdrowie wyłącznie swoich pracowników.

Zapytaliśmy przewoźnika, czy planuje także inne, dodatkowe działania, tym razem nastawione na ochronę zdrowia pasażerów (strefy wydzielone chronią tylko kierowców i motorniczych, blokując przy okazji ważne dla podróżujących przednie drzwi).

Konkretnie zapytaliśmy, czy MPK zamierza przywrócić, jak w pierwszych tygodniach pandemii, otwieranie wszystkich drzwi przez kierujących i zatrzymywanie się na wszystkich przystankach, także tych na żądanie. Dokładnie po to, by pasażerowie nie musieli dotykać przycisków wewnątrz i na zewnątrz pojazdu.

W trosce o bezpieczeństwo i zdrowie pasażerów już wiosną ubiegłego roku MPK Poznań zamontowało w pojazdach 635 automatycznych, bezdotykowych dezynfektorów. W odpowiedzi na zapotrzebowanie pasażerów, którzy zgłaszali, iż jedno urządzenie na pojazd to zbyt mało, spółka zakupiła i zamontowała w autobusach i tramwajach mogących pomieścić dużą liczbę osób, kolejne 342 dezynfektory – informuje Agnieszka Smogulecka, rzecznik prasowy poznańskiego MPK rzeczniczka.

To o 1/3 więcej, ale i tak za mało – wystarczy dwa, trzy razy przejechać się pojazdem MPK by zauważyć, że podczas prób dezynfekcji rąk przez wysiadających przy drzwiach tworzą się zatory. Wydaje się, że minimum to zasada: 1 drzwi = jeden dezynfektor. A do tego wciąż daleko. MPK uważa jednak, że to, co jest, wystarczy.

Pojazdy MPK jeżdżą pełne i mogą: – Z uwagi na wycofanie się rządu RP z planowanych limitów w transporcie, na chwilę obecną temat ten nie jest aktualny – zwraca uwagę Bartosz Trzebiatowski, rzecznik prasowy Zarządu Transportu Miejskiego. – Przewoźnicy mają natomiast swobodę we wprowadzaniu dodatkowych środków bezpieczeństwa sanitarnego – dodaje.

Na chwilę obecną, z uwagi na możliwość dezynfekcji rąk, nie zapadła decyzja, aby przywrócić procedurę zakładającą otwieranie drzwi przez prowadzącego pojazd. Nie zdecydowano również o pozostawianiu otwartych drzwi pojazdów na wszystkich przystankach i końcówkach tras. MPK Poznań stale jednak monitoruje sytuację – dodaje rzeczniczka MPK. – W razie konieczności będą podejmowane kolejne decyzje – zastrzega. Na razie, widać, kierownictwo spółki takiej konieczności nie widzi, mimo wybitnie zaraźliwego wariantu omikron w najbliższej perspektywie.

MPK Poznań w trosce o bezpieczeństwo zarówno pracowników, jak i pasażerów od początku pandemii podejmuje różnorodne działania, aby ograniczyć możliwość zakażenia się koronawirusem. Między innymi znacznie wzmocniono proces czyszczenia i dezynfekcji pojazdów oraz ich wyposażenia. Wszystkie uruchamiane na kursach pojazdy są dezynfekowane każdego dnia, w trakcie codziennego sprzątania – informuje Agnieszka Smogulecka.

Wyjaśnia dalej, że niezależnie od tego zajezdnie prowadzą cyklicznie ozonowanie pojazdów. Odrębne procedury wprowadzane są w przypadku najmniejszego choćby podejrzenia, że autobusem lub tramwajem mogła podróżować osoba zakażona koronawirusem. W takich sytuacjach kurs jest natychmiast przerywany, a pojazd zjeżdża do zajezdni, gdzie jest wietrzony, a następnie kilkakrotnie odkażany.

Nietrudno zauważyć, że wobec ogromnej zakażalności omikrona i pełnych pojazdów to może okazać się zbyt mało. A dla zakażonego, dezynfekcja tramwaju w którym się zaraził jest przysłowiową musztardą po obiedzie.

Warto zauważyć, że poznańskie MPK jest na tle kraju wybitnie ostrożne, bo nie wszędzie wprowadzane są strefy buforowe. Szkoda, że ostrożność ta dotyczy tylko pracowników spółki. Nawiasem mówiąc, MPK dotąd nie odpowiedziało nam na pytanie, czy w ciągu ostatniego pół roku zidentyfikowano jakikolwiek przypadek zakażenia Covid-19 w pojeździe MPK.

darp

[poll id=”76″]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.