Budżet za krótkiej kołdry

fot. W. Mania

W mijającym tygodniu światło dzienne ujrzał projekt budżetu miasta Poznania na przyszły rok. Prezydent sili się na optymizm, ale widać, że łatwo nie będzie.

Trudności zewnętrzne i wewnętrzne – wojna za wschodnią granicą, polityka rządu, galopująca inflacja i kryzys napędzające się nawzajem to nie najlepszy moment, by planować finanse miasta. Za to doskonały, by wiele niepowodzeń usprawiedliwiać.

Skonstruowanie odpowiedzialnego projektu budżetu było dużym wyzwaniem – mówił radnym Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, prezentując projekt budżetu. – Już w ubiegłym roku sytuacja samorządów była bardzo trudna, ale wiele wskazuje na to, że przyszły rok będzie jeszcze cięższy. Przedstawiamy dziś najlepszy projekt, jaki można było stworzyć w obecnych warunkach. Jeśli wszyscy zachowamy się odpowiedzialnie, jesteśmy w stanie razem bezpiecznie przeprowadzić Poznań przez te trudne czasy tak, by miasto mogło dalej się rozwijać. 

Nożyce się rozwierają

Dochody miasta wyniosą w roku przyszłym, według projektu budżetu przedstawionego radnym, 4,54 miliarda złotych. To o 7,3 procent mniej niż rok wcześniej.

W tej kwocie mieszczą się dochody bieżące: 4,3 mld (4,8 proc. mniej niż rok temu) i dochody majątkowe: 285 mln. złotych (33,9 proc. mniej).

Warto wyjaśnić, że dochodami majątkowymi są: dotacje i środki przeznaczone na inwestycje, dochody ze sprzedaży majątku oraz dochody z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności. Za dochody bieżące uznaje się natomiast pozostałe dochody budżetowe.

Wydatki mają kształtować się następująco: 5,41 mld. złotych ogółem, o 7,4 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym mieszczą się wydatki  bieżące: 4,3 mld. (o 2 proc. mniej) i majątkowe, czyli na inwestycje: 1,1 mld (aż 23,7 proc. mniej).

Projekt budżetu zakłada deficyt w wysokości 858 mln. złotych. Jak zapewnia miasto, wynika on z planów inwestycyjnych.

Spadki dochodów nie biorą się znikąd. Samorządom szkodzi zmiana w przepisach podatkowych przeforsowana przez PiS-owską większość parlamentarną.  „Przez korekty Polskiego Ładu, tylko w przyszłym roku Miasto straci 642 mln zł – za te pieniądze można by wybudować kolejną trasę tramwajową – nawet dłuższą niż ta, która powstała na Naramowicach. Tymczasem przyznana Miastu rekompensata wyniesie w przyszłym roku tylko 163 mln zł. To mniej niż jedna czwarta poniesionych strat”  -czytamy w komunikacie magistratu.

Do tego dochodzą czynniki oczywiste: ponad 18-procentowa inflacja, najwyższe w od 20 lat stopy procentowe NBP, podnoszące koszt obsługi zadłużenia i wreszcie wojna w Ukrainie, której bezpośrednim skutkiem jest duży większy od inflacji wzrost cen paliw i innych nośników energii.

Obecnie koszty funkcjonowania Miasta rosną znacznie szybciej niż dochody. W efekcie po raz pierwszy w historii nadwyżka operacyjna Poznania – czyli różnica pomiędzy dochodami bieżącymi a wydatkami bieżącymi – spadła do poziomu poniżej zera: do kwoty -31 mln zł.” – piszą urzędnicy.

Nadwyżka operacyjna to ważny wskaźnik poziomu bezpieczeństwa finansowego. Zgodnie z prawem jednorazowo może być ujemna, w skali siedmiu lat powinna jednak wynosić co najmniej 250 – 300 mln, na plusie.

Dzisiejsza sytuacja wymusza więc cięcia w wydatkach. Zwłaszcza, że nadwyżka operacyjna brana jest pod uwagę podczas rozpatrywania wniosków o dotacje unijne.

Gdy mowa o pieniądzach z UE – w nadchodzącej perspektywie możliwe będzie dofinansowanie inwestycji nie, jak dotąd w 85, a jedynie w 70 procentach. To utrudni rozpoczynanie nowych inwestycji, jeżeli Polska doczeka się w ogóle unijnych pieniędzy, blokowanych przez rząd ze względów politycznych.

Planowanie nowych dotacji to jednak dzielenie skóry na żywym niedźwiedziu – najpierw trzeba dokończyć rozpoczęte.

Co pochłonie najwięcej? I dlaczego?

Najwięcej miasto wyda w nadchodzącym roku na edukację: 1,68 miliarda. Warto tu pamiętać, że miasto otrzymuje wprawdzie od rządu centralnego tak zwaną subwencję oświatową, jednak jej wielkość nie rekompensuje wszystkich wydatków ponoszonych na ten cel przez samorząd. Rozziew między subwencją a faktycznymi kosztami oświaty systematycznie rośnie.

Brakujące kwoty rok w rok miasto musi wykładać ze swojej kieszeni, To ukryta forma dotowania władz centralnych, na dodatek, bez wpływu na treści przekazywane w centralnie zarządzanych, na PiS-owską modłę, szkołach.

1,49 miliarda złotych Poznań wyda na drogi i komunikację publiczną. Polityka zdrowotna, społeczna i rodzinna pochłonie 516,6 mln. a ochrona środowiska i gospodarka komunalna – 392,7 mln.

Wydatki majątkowe, czyli inwestycje trzeba planować tak, by w miarę możliwości wykorzystać całość przyznanych dotacji unijnych. To jeszcze bardziej utrudnia projektowanie budżetu.

Spośród wydatków majątkowych najwięcej pieniędzy miasto wyda w przyszłym roku na drogi i komunikację publiczną: 989,3 mln. Ponad 100 mln. z tej kwoty pochłonie Program Centrum I, którego efekty mieszkańcy podziwiają na razie w postaci rozkopanych ulic w śródmieściu, reszta pochłonie przebudowa dróg i mostów, w tym budowa Kładki Berdychowskiej, przebudowa ulicy Kolejowej i ulic lokalnych.

Inwestycje w ochronę środowiska i gospodarkę komunalną to niemal 70 milionów, w tym po około 15 mln. na gospodarkę ściekową i utrzymanie zieleni. Niemal 20 mln. zaplanowano na ochronę powietrza i klimatu.

66 mln. to pieniądze na inwestycje w edukacji. W tej puli znajdzie się między innymi budowa szkoły na Strzeszynie (30 mln.) i przebudowa Szkoły Podstawowej nr 68 (7 mln.).

Inwestycje w sport i turystykę wyniosą 48 mln, ponad 27 mln. pochłoną inwestycje związane z polityką zdrowotną, społeczną i rodzinną. Ponad 9 mln. z tej kwoty będzie przeznaczone na modernizację Poznańskiego Ośrodka Specjalistycznych Usług Medycznych. Niemal 28 mln. kosztować będą inwestycje w dziedzinie kultury.

darp

Jedna odpowiedź do “Budżet za krótkiej kołdry”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *